Orderpicker… czyli Polak w Holandii

Wszystko zaczęło się od przyjazdu do Eindhoven. Miałem 27 lat, pamiętam to dobrze, bo dzień wcześniej świętowałem swoje urodziny.

To nie był najlepszy pomysł, aby po suto zakrapianej imprezie wsiąść do busa i pojechać do pracy, ale... zrobiłem to. Nigdy później tego nie żałowałem, widząc na jakim poziomie żyją koledzy w Polsce - jadąc do pracy na taśmie wiedziałem, że będzie ciężko, ale przynajmniej będą z tego pieniądze.

Praca jako pakowacz nie była wcale taka zła - po prostu robiłem swoje. Mieszkałem w pokoju z jednym znajomym z Polski, miał na imię Paweł i co wieczór opowiadał mi o dziewczynach, którego na niego czekają - w Warszawie, w Poznaniu, w Opolu, we wszystkich możliwych dyskotekach, które planował odwiedzić. Na mnie nie czekał nikt.

Miałem kiedyś dziewczynę - bardzo ładną z resztą. Chodziliśmy razem do szkoły średniej - ja robiłem technika budownictwa, a ona szkoliła się na fryzjerkę. Byliśmy ze sobą dość długo, bo jakieś trzy, cztery lata - znaliśmy swoje rodziny, pasje, przyzwyczajenia. Właściwie wiedzieliśmy o sobie wszystko. Zaufałem jej całym sobą i chciałem się żenić, ale nic z tego nie wyszło. Nasze drogi rozeszły się zaraz po tym jak zdradziła mnie z kolegą z klasy - bardziej majętnym, przystojniejszym, mającym motor. Zabolało mnie to, bo nigdy nie oceniałem człowieka po tym, co ma czy jak się ubiera. A jednak ona to zrobiła.

Od tamtej pory skupiłem się wyłącznie na pieniądzach - Paweł opowiadał mi nie raz jak dziewczynom imponuje postawienie drinka, kolacji czy zakup nowej sukienki. Chciałem być taki jak on - przebojowy, wygadany, z bajerką. Miał w sobie coś, co sprawiało, że chciało się z nim przebywać, rozmawiać - no i miał też pieniądze. Szczerze mówiąc, przywoziliśmy do Polski całkiem ciekawe zarobki - coś tam odłożyłem, coś przepuściłem, ale czułem się stabilnie finansowo.

Niestety, mimo tego, że miałem pieniądze - miałem też nieprzepracowany ból w stosunku do byłej dziewczyny. Jak się okazało, kasa nie stanowiła magnesu i nie przyciągała mi nowych koleżanek. Chciałem mieć kogoś do wygadania się, do przytulania. Po prostu - taką swoją drugą połówkę. Chciałem kochać i być kochany, choć brzmi to strasznie niemęsko. No cóż, od dziecka byłem wrażliwcem - a ona, ta słodka blondynka z technikum, po prostu zostawiła mnie dla "lepszego".

- Nie zastanawia Cię dlaczego dalej nikogo nie masz, skoro masz pieniądze? - zagadał któregoś wieczoru Paweł. Nie miałem pojęcia, co sugeruje.

- O co ci chodzi?

- Może powinieneś bardziej w siebie uwierzyć, zobaczyć, że jesteś kims. Każdy jest na swój sposób wartościowy... Myślałeś o tym kiedyś w takiej kategorii?

Dobrze znał moją historię z technikum. Wiedział jak kochałem tę niewinną dziewczynę i jakie miałem plany względem niej. Wiedział też, że pękło mi serce i od tamtego czasu miałem tylko kilka przygodnych związków.

- Co mam zrobić?

- Masz zapamiętać, że kasa to nie wszystko. Ważne jest to, co z nią robisz.

Spojrzałem na niego jak na kosmitę. Następnego dnia zaciągnął mnie do jednego ze sklepów w Eindhoven.

- Zainwestuj w siebie.

Ten dzień był dla mnie ważny niż którykolwiek inny. Może to głupie, ale tego dnia ubrałem się lepiej niż zwykle, inaczej uczesałem włosy, zrobiłem porządny trening. Po treningu wziąłem się za dobrą książkę - nigdy nie lubiłem czytać, ale skoro miałem zrobić coś dla siebie, postanowiłem poszerzyć nieco słownictwo.

I tak dzień w dzień. Tydzień w tydzień - pod czujnym okiem kumpla.

Czasem wkurzało mnie, gdy mówił, że mam się wyprostować, że mam iść pewnym krokiem, że mam patrzeć w oczy podczas rozmowy - wiedziałem jednak, że wszystko to robi dla mojego dobra. Powoli zacząłem widzieć też, że kasa nie jest magicznym środkiem na kobiety - i że szukają one czegoś innego w mężczyźnie niż tylko pełnego portfela.

- No proszę, proszę! - uśmiechnął się, gdy wszedłem do pokoju - Co to za ciacho? Wyglądasz dużo lepiej niż wcześniej!

- Bo czuję się dużo lepiej.

- A wiesz, że to się dobrze składa? Umówiłem Cię dziś na randkę w ciemno.

Nie wierzyłem w to co mówi.

- Pójdziesz na randkę z moją znajomą z tego sklepu dla Polaków. Ma na imię Marta i jest prawdziwą petardą.

- Wiem, która to, ale nie wiedziałem, że się znacie... Pewnie Twoja bajera ją uderzyła?

- Ja jestem dla niej zbyt imprezowy. Ty będziesz idealny. Potraktuj to jako challenge, wyzwanie. Wchodzisz w to?

Wszedłem. Dziś Marta jest moją narzeczoną, a ja nie muszę martwić się, że odejdzie do "lepszego". Uwierzyłem w siebie dzięki Pawłowi, który dał mi wędkę - ale to ja zdobyłem rybę. Jestem ciekaw, czy gdyby nie wyjazd do Holandii, nadal byłbym tym zamkniętym w sobie, zakompleksionym chłopakiem, żyjącym życiem z przeszłości... Na szczęście, dziś to tylko jedno z wielu wspomnień.