Nowe przepisy broniące Polaków w Niderlandach

W tym tygodniu do holenderskiego parlamentu trafił projekt tak zwanej ustawy antydyskryminacyjnej. Zakazuje on rasizmu i dyskryminacji ze względu na kolor skóry czy narodowość. Sankcjami za złamanie przepisów mają być kary finansowe i upublicznienie danych firmy.

Polak – robol, biały murzyn od brudnej roboty

Jak pokazuje Społeczno-Kulturowe Biuro Planowania (SCP), nasi rodacy są jedną z tych grup społecznych, która najczęściej pada ofiarami rasizmu, dyskryminacji ze względu na pochodzenie. SCP wskazuje, iż 1/3 naszych rodaków przybyłych do Królestwa Niderlandów, spotkała się z taką lub inną formą rasizmu. Połowa z nich doświadczyła go zaś w miejscu pracy, podczas szukania zatrudnienia lub też w zwykłych sytuacjach na ulicy czy sklepie. Wszystko to przekłada się na konkretne liczby. Ponad 30% spośród blisko ćwierćmilionowej polskiej mniejszości w Holandii czuje się więc ludźmi drugiej kategorii. W efekcie, do biur ds. walki z dyskryminacją w krainie tulipanów, wpływa co roku około 5000 skarg związanych z dyskryminacją. Duża część z nich dotyczy pracodawców, którzy stosują podwójne standardy względem robotników migrujących i „swoich” pracowników.

 

Zła reputacja

Za część przypadków dyskryminacji odpowiadają sami Polacy. Nie da się bowiem ukryć, iż niekiedy nasi rodacy sami są sobie winni. Holenderscy urzędnicy mówią o firmach, które nie chcą zatrudniać Polaków lub godzą się tylko na Polki. Czemu? Jak mówią pracodawcy, okazywało się, iż w przypadku mężczyzn po wypłacie miały miejsce libacje i ludzie na następny dzień nie stawiali się w pracy. Czasem dochodziło również do bójek na domkach, w których interweniowała policja. W takiej sytuacji jako "pracownicy podwyższonego ryzyka”, nasi rodacy doprowadzali do tego, iż pracodawcy odrzucali ich aplikację ze względu na „polskość”, która bardzo źle im się kojarzy. Sytuację tę można jeszcze jakoś zrozumieć, porównując ją do np. zakupu samochodu. Nikt drugi raz nie kupi auta marki X, które psuło się cały czas i nastręczało samych problemów właścicielowi. Na szczęście z roku na rok takich "polskich incydentów" jest coraz mniej.

 

Z premedytacją

Gorzej, jeśli rasizm nie jest niczym podbudowany. Jak pisaliśmy już jakiś czas temu Inspektorat Spraw Społecznych przeprowadził prowokację, w której podszył się pod pracodawcę. Zgłaszając się do agencji pracy tymczasowej, przedstawił na wskroś rasistowskie wymagania co do poszukiwanego pracownika. 40% agencji zgodziła się na te wymagania podczas rekrutacji bez najmniejszego zająknięcia, wiedząc, iż działając w ten sposób złamią prawo.

 

Wiatr zmian

Wszystko to ma jednak się zmienić. Obecnie w holenderskim parlamencie pojawił się projekt ustawy antyrasistowskiej. Na jego zapisy składają się dwa najważniejsze punkty. Pierwszym są kary. Każda firma dopuszczająca się rasizmu czy dyskryminacji wobec swoich pracowników ze względu na rasę, pochodzenie czy wyznanie lub orientację seksualną może liczyć się z karami finansowymi. Te mają wynosić 450 euro, jeśli firma liczy mniej niż 5 pracowników lub dziesięciokrotność tej kwoty, jeśli zatrudnionych jest tam więcej osób.

 

Do publicznej wiadomości

Może się wydawać, iż 4500 euro dla firmy pośrednictwa pracy czy właściciela szklarni to symboliczna, nic nieznacząca kwota. To prawda.

Dlatego też głównym „batem” na rasistów ma być drugi zapis mówiący o upublicznieniu danych firmy. W praktyce oznacza to, iż np. agencja pośrednictwa pracy dopuszczająca się dyskryminacji, zostanie przedstawiona do publicznej wiadomości. Podana będzie dokładna nazwa firmy, jej adres oraz to jakie formy rasizmu miały miejsce. To zaś, zwłaszcza w przypadku podmiotów zatrudniających obcokrajowców, może być wręcz śmiertelnym ciosem. Wiedząc z rzetelnych, bo państwowych i sądowych źródeł co dzieje się w firmie X czy Y, nikt nie będzie chciał podjąć z nią współpracy. Dotyczy to zarówno kontrahentów, jak i potencjalnych pracowników. Żaden Polak, Węgier, Rumun czy Czech nie wybierze pracodawcy, o którym wiadomo jest, iż traktuje te narodowości jak podludzi. To zaś oznacza dla takiego przedsiębiorcy już nie tylko grzywnę w wysokości 4,5 tysiąca euro, ale straty idące w dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy euro z powodu braku pracowników.

 

Projekt ustawy, który powstawał przez blisko dwa lata, trafił do opracowania w komisjach. Nie wiadomo jeszcze kiedy zostanie poddany pod głosowanie.