zwrot podatku Holandia

Holandia to kraj znany z ekologii. Dlatego też tamtejsi naukowcy co jakiś czas prezentują badania dotyczące produkcji CO2. Ostatnie tego typu ekspertyzy wskazały na iście niedorzeczny problem, który jednak znacznie przyczynia się do wzrostu ilości dwutlenku węgla w atmosferze jesienią i zimą.

Holendrzy chcą uchodzić za zielony i ekologiczny kraj. Wszędzie więc gdzie to tylko możliwe starają się stworzyć skwerki, parki czy inne tereny zielone. Drzewa i krzewy nie mają jednak tylko wartości upiększającej, czy rekreacyjnej. Każde drzewo w procesie fotosyntezy wychwytuje szkodliwy dwutlenek węgla i produkuje tlen. Drzewa więc pomagają nam walczyć z efektem cieplarnianym. Jest jednak pewien problem.

Jesień

Październik i pierwsze dni listopada to piękna pora, gdy w parkach drzewa aż płoną morzem kolorowych liści. Odcienie żółci, czerwieni i brązu skąpane w jesiennym słońcu to niezwykle malowniczy, romantyczny widok chętnie utrwalany przez malarzy czy fotografów. Nawet wielu z nas idąc parkiem do pracy, czy z pracy potrafi na chwilę zatrzymać się i zadumać nad cudowną szatą matki natury w ciepły jesienny dzień.

W pięknie tym jednak naukowcy widzą dość duży problem. Gdy tylko liście zaczynają się przebarwiać, proces fotosyntezy przestaje działać. Oznacza to, iż liść nie produkuje już tlenu i nie przetwarza CO2. O tym wiedzą wszyscy. Naukowcy jednak zwracają uwagę na to, co dzieje się dalej. Gdy liść spada na ziemie i zaczyna rozkładać się, zmagazynowany w nim węgiel uwalnia się w postaci tlenku węgla, czy metanu (który również zawiera atomy węgla).

Proces

Wszystko brzmi dość naciąganie. Problem jednak w tym, iż jesienne liście stanowią okresowo jedno z największych źródeł CO2 na naszej planecie. Informacje te potwierdzają nie tylko holenderscy naukowcy, ale również ich koledzy praktycznie ze wszystkich krajów świata.

Parki i lasy liściaste produkują jesienią tyle dwutlenku węgla, iż w ich pobliżu nie ma nawet sensu wykonywać pomiarów, ponieważ wyniki będą znacznie zawyżone.

Hawaje

Aby zrozumieć skale problemu naukowcy wskazują na Hawaje. Tam od lat 50. XX wieku, znajduje się stacja pomiarowa CO2. Jej oddalenie od dużych skupisk leśnych i wielkiego miejskiego przemysłu pozwala na bardzo rzetelne pomiary.

Te zaś pokazuję jedną tendencję – wahania sezonowe. Co roku w tym samym okresie, gdy na półkuli północnej (większość lądów), zaczyna się jesień, wzrasta poziom gazu cieplarnianego. Wzrost ten jest na tyle duży, iż mierzalny jest na całym globie. Również na środku oceanu, na Hawajach występuje fluktuacja CO2. Wynosi ona od sześciu do siedmiu cząstek na milion (ppm). Dla porównania: to ponad dwa razy więcej niż roczny wzrost spowodowany przez ludzi i przemysł.

Niegroźne

Naukowcy jednak uspokajają. Nie należy biec z siekierą i ścinać drzew. Wzrost CO2 na jesień i zimę niwelowany jest przez drzewa wiosną i latem. Dzięki czemu matka natura jest pod tym względem „ekologicznie neutralna”.

Dlaczego więc naukowcy tak interesują się tematem pożółkłych liści? Pojawiło się bowiem pytanie, co by się stało gdyby rośliny nie zwracały dwutlenku węgla do atmosfery. W ten sposób, w przeciągu kilku lat, natura oczyściłaby naszą planetę z nadmiaru tego szkodliwego gazu. Jak jednak tego dokonać. Naukowcy rozważają różne koncepcje co zrobić z martwą biomasą.

Uczeni zauważyli np. że liście zakopane w mokrej ziemi gniją wolniej, a część zawartego w nich węgla pozostaje w glebie lub przekazywana jest grzybom. To zaś pozwala na delikatnie ujemny bilans CO2 w atmosferze. Najbardziej radykalne pomysły proponują zbieranie i spalanie liści w specjalnych spalarniach. Te wyłapywałyby węgiel i gromadziły go w specjalnych skaldach np. pod ziemią. Wszystko to jednak tylko pomysły, jeśli nie fantastyka naukowa. Pokazuje to jednak, jak mocno człowiek jest zdeterminowany, by walczyć o swoją planetę.

zwrot podatku Holandia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię