Koordynator-gej zaproponował mi układ (część II)

Wracamy do rozmowy z 26-letnim Arturem z Poznania, który od koordynatora-homoseksualisty otrzymał niecodzienną propozycję.

- Czy jesteś w stanie powiedzieć nam, co jeszcze wydarzyło się w tamtym czasie?

- Oczywiście, że jestem w stanie. Po powrocie do Polski praktycznie od razu rozpocząłem psychoterapię, dziś czuję się całkiem nieźle. Mówiąc krótko, od czasu rozmowy w kanciapie, koordynator wykorzystywał mnie seksualnie w zamian za lepsze prace i większą kasę.

- Dlaczego nic z tym nie zrobiłeś?

- Byłem młody, głupi, bałem się. To był mój pierwszy wyjazd do Holandii. Jak wspomniałem, chciałem zarobić na studia, moich rodziców nie było stać na opłacanie czesnego. Nie chciałem wracać do domu z podkulonym ogonem. Pomijając przykre incydenty z koordynatorem, miałem się naprawdę dobrze. Zawsze załatwiał mi prace, które były ciekawe, gdzie czas szybciej płynął. Bardzo lubiłem na przykład jeździć - i dzięki niemu przez dłuższą chwilę pracowałem jako kurier.

Byłem młody, głupi, bałem się

- Czy koordynator płacił ci za spotkania?

- Absolutnie nie, nie przyjąłbym żadnych pieniędzy. Marzyłem o tym, by stamtąd uciec, ale nie chciałem się narażać. Wolałem milczeć... Jedyne korzyści finansowe, jakie wyciągałem to te za wykonaną pracę kierowcy czy inną, jaką załatwił mi koordynator.

- Grupa zorientowała się, że coś jest nie tak?

- Nie wiem. Spotkania z koordynatorem odbywały się, gdy większość miała wolne, jeździła gdzieś po Holandii, robiła sobie wycieczki. Ja siedziałem na domku, a właściwie w tej kanciapie. Do dziś nie umiem jej wymazać z pamięci.

- Czy koordynator wiedział, że cię zmusza?

- Wtedy byłem pewien, że tak, ale dziś mam mętlik w głowie. Kierował mną strach, przez co robiłem te wszystkie rzeczy... Czułem się jak męska prostytutka, zostałem wkręcony w dziwną sytuację, w dziwny układ... Być może koordynator myślał, że tak jak on, jestem gejem. Może dlatego, że o siebie po prostu dbam... Ale nie chcę tłumaczyć ani jego, ani tych zachowań.

- No właśnie, czy z jego strony padło konkretne pytanie?

- Tak. Na kilku pierwszych spotkaniach po prostu rozmawialiśmy w kantorku, niby mimochodem dotknął mojego ramienia czy klatki piersiowej. Dopiero na kolejnym spotkaniu spytał, czy chciałbym pracować lepiej, zarabiać więcej. W sumie zapaliła mi się czerwona lampka, ale wtedy nie wiedziałem jeszcze jak daleko to wszystko zajdzie...

Koordynator mógł myśleć, że też jestem gejem

- Możesz nam powiedzieć co było najgorsze w tym układzie?

- Najgorszy był chyba gwałt, bo tak to mogę dzisiaj nazwać. Po prostu uprawiał ze mną seks bez mojej wyraźnej zgody, ale i bez wyraźnego zaprzeczenia. Byłem wystraszony, robiłem to... Chyba niczego w życiu bardziej nie żałowałem. Dziś się otrząsnąłem, ale zajęło mi to mnóstwo czasu.

- Chciałeś zgłosić to policji?

- Myślę, że psychoterapia bardzo mi pomogła i na dziś jest to dla mnie wystarczające rozwiązanie. Czuję się wolny, czuję się dobrze sam ze sobą i, przede wszystkim, nie obwiniam już siebie. Z tego co wiem, koordynator nadal pracuje w Holandii, ale mam to gdzieś. Nie chcę rozdrapywać starych ran. Oby nikt nigdy nie dał się już wrobić w tak chorą sytuację.

- Używasz słowa "wrobić", dlaczego?

- Bo wtedy czułem się wrobiony. Wyobraź sobie, że jesteś tym koordynatorem, znasz wszystkich, wiesz wszystko, masz szacunek. Jesteś guru... i nagle masz pod sobą takiego młodego chłopaczka. Takiego, wiesz... trochę nieśmiałego, trochę wystraszonego. Bardzo zaangażowanego. A potem robisz mu takie rzeczy... Mieści ci się to w głowie? Ja wiem, że on mnie po prostu wykorzystał. Nie wiem czy byłem pierwszy, ale mam wielką nadzieję, że ostatni...

Czuję, że zostałem wrobiony

- Wykorzystał twoją naiwność?

- Naiwność, niewiedzę, brak obycia. Wykorzystał też to, że mi zależało, to było po mnie widać. Przyjechałem zdeterminowany, chciałem tam być. Wiedział, że mu nie ucieknę i trochę się mną pobawi...

- Jak to się skończyło?

- Wytrzymałem te trzy miesiące i wróciłem do Polski. W tym czasie byłem gwałcony raz, dwa razy na tydzień. Moja psychika była tak zrujnowana, że nie rozpocząłem studiów w terminie. Poczekałem semestr, zacząłem chodzić do psychoterapeuty. Poszło na to sporo kasy, ale wiedziałem, że muszę wrócić do żywych. Najważniejsze wtedy było to, aby się pozbierać. Rodzice nic nie zauważyli.

- Powiedziałeś im?

- Po jakimś czasie powiedziałem mamie. Była w szoku, od razu chciała to zgłaszać. Z trudem wytłumaczyłem jej, że nie mam na to siły. Ja wolałem do tego nie wracać, chciałem się odciąć. Coś czuję, że jeszcze trochę musi minąć, zanim tę siłę w pełni odzyskam.

- Bierzesz pod uwagę to, że kiedyś zgłosisz go na policję?

- Nie wiem. Póki co żyję sobie spokojnie, to, że dziś ci o tym opowiedziałem to dla mnie duży krok. Naprawdę długo myślałem nad tym wywiadem, zanim się zdecydowałem. Ale wiesz czemu stwierdziłem, że się podzielę? Bo wiem, że sporo młodych chłopaków decyduje się na pracę w Holandii... Niech są świadomi wszystkich zagrożeń.

- Chcesz ich ostrzec?

- Tak, stanowczo. Wiem, że takich koordynatorów może być więcej, ale wiem też, że są na pewno tacy, którzy mają serce na dłoni, zawsze pomogą, zawsze wesprą. Wiesz, ten "mój" koordynator też taki był... Naprawdę zrobił dobre wrażenie. A potem się przejechałem.

Takich koordynatorów może być więcej

- Dziś byłbyś bardziej czujny?

- Dziś odsunąłbym jego rękę na pierwszym spotkaniu. Wyznaczył jasne granice, na pewno nie bałbym się i nie krępował. To były moje początki, a ja niczego nie chciałem psuć... I to mnie zgubiło.

- Artur, bardzo dziękuję ci za rozmowę. Jestem pewna, że dzięki niej wielu naszych Czytelników będzie ostrożniejszych w kontaktach z koordynatorem.

- Oby tak było. Pozdrawiam.