Gangi z Europy Wschodniej na holenderskich łowach

Działają szybko. Przybywają na określony teren, rozpoczynają łowy, by chwilę później zniknąć. Praktycznie nieuchwytni, specjaliści w swoich dziedzinach, stali się mistrzami rzemiosła, które często ćwiczą od najmłodszych lat. O kim mowa? O gangach z Europy Wschodniej, które działają w Holandii.

 

Podstawowe cele

Przestępcy nie działają na chybił trafił. Doskonale zorganizowane, kilkunastoosobowe gangi mają dokładne plany działania. Uderzają szybko, nieoczekiwanie i zanim policja rozpocznie poszukiwania, znikają. Ich ofiarami najczęściej padają osoby starsze lub sklepy. Niemniej jednak ludzie Ci przywłaszczają sobie również duży towar, wywożąc ukradzione na zamówienie pojazdy z Niderlandów.

Gangi przyjeżdżające działać do Holandii, są doskonale przygotowane logistycznie. Po przybyciu na miejsce przez dłuższy czas obserwują okolice, badają sklepy, ich zabezpieczenia, czy poznają trasy i miejsca parkowania upatrzonych samochodów. Sprawdzają też, gdzie można spotkać najłatwiejsze cele, czyli osoby starsze. Rozpoznanie to trwa kilka dni, by potem w ciągu jednego wieczoru dokonać skoków i zniknąć. Zanim ktoś zda sobie sprawę z tego, co się stało.

Taka sytuacja miała miejsce choćby kilka dni temu w Brabancji, gdzie grupa nastoletnich Rumunów polowała na osoby starsze. Młodzi mężczyźni okradali staruszków, gdy ci odchodzili od bankomatu lub nawet bezpośrednio przy nim. W zaledwie 45 minut udało im się wypatrzeć i okraść 80 i 88-latkę w Deurne-Zeilberg. Proceder ten zakończyła jednak przypadkowo znajdująca się na miejscu policja, której udało się aresztować sprawców. Zwykle jednak stróżowie prawa nie mają tyle szczęścia.

Polacy, Bułgarzy, Rumuni - każda nacja ma swoją przestępczą specjalizację w Holandii. 

Specyfikacje narodowe

W przypadku gangów z Europy Wschodniej można niejako mówić o specjalizacjach. Każdy naród jest ekspertem od jakiegoś typu działań. Przykładowo Cyganie zamieszkujący Rumunię i Bułgarię są mistrzami w kradzieży kieszonkowej. Jak donosi policja, w niektórych romskich rodzinach, umiejętności niepostrzeżonego wyciągania portfela ze spodni lub torebki, uczy się od najmłodszych lat. Dzięki temu operujący w tłumie ludzi Cyganie są praktycznie nie do wykrycia, tym bardziej, iż do tych działań bardzo często dorośli wykorzystują będące poza podejrzeniem dzieci.

Nasi rodacy ponoć zaś bardzo dobrze radzą sobą z kradzieżami sklepowymi. Dotyczy się to zarówno sprzętu AGD, jak i ubrań. Niektórzy, dysponując przy sobie całym małym warsztatem, potrafią ściągać i dezaktywować systemy bezpieczeństwa. Podczas takich łowów zwykle wysyła się kilka osób, w tym jednego na wabia. „Podpucha” zachowuje się podejrzanie, skupiając na sobie uwagę ochrony. Wydaje się, iż chce ona wynieść towar bez płacenia. W końcu jednak udaje się do kasy i płaci za zakupy lub odkłada je na półkę i wychodzi. W tym czasie prawdziwi złodzieje spokojnie wynoszą wszystkie interesujące ich towary nieniepokojeni przez nikogo.

Swoistymi perfekcjonistami są zaś Litwini. Naród ten, według statystyk policji, specjalizuje się w kradzieżach pojazdów na zlecenie. Z racji na stawkę grupa ta jest najlepiej zorganizowana ze wszystkich. Oprócz doskonałych ekspertów od otwierania samochodów wszelakich marek, gangi takie dysponują całą siecią dziupli, skrytek i kanałów przerzutowych, dzięki którym pojazdy te trafiają na wschód.

 

Zakupy pierwszej potrzeby

Oprócz takich drogich towarów wiele, gangów specjalizuje się w „zakupach pierwszej potrzeby”. Ludzie ci mają trochę inne metody działania. Planowanie nie jest tu tak ważne, ponieważ kradną oni pojedyncze, dość niedrogie towary. Jakiś czas temu pisaliśmy o gangu pistacjowców, który wynosił ze sklepu małe worki z orzechami. Podobnymi łakomymi kąskami jest np. mleko w proszku dla niemowląt, perfumy, maszynki do golenia, główki do szczoteczek do zębów, baterie-akumulatory. Nie są to może drogie towary, ale działa tu efekt skali. Złodzieje są w stanie nawiedzić od kilku do kilkunastu sklepów dziennie. W przypadku zaś złapania nie mam mowy o przestępstwie i często wszystko kończy się postępowaniem mandatowy.

 

Nie do wykrycia

Oprócz pojedynczych wpadek, gangi te działają praktycznie poza prawem. Skradzionego towaru zwykle nie da się odzyskać. Trafia on do lombardów lub na aukcje internetowe w Europie Wschodniej, gdzie mało kto się zastanawia, czy ten nowy telefon nie został skradziony 2000 km dalej. Sami złodzieje, jeśli zaś nie zostaną schwytani na gorącym uczynku, szybko opuszczają Niderlandy i ślad po nich znika. Brak niezbitych dowodów, nie pozwala na wysłanie za podejrzanymi międzynarodowego nakazu aresztowania.