Córka szefa cz. 8

Dzisiaj przedstawiamy ósmą część opowiadania pt. "Córka szefa". Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części siódmej

Odcinek VIII: Najcenniejsza rada

Na zawsze

Pocałunek przerwał cichutki płacz Sary. Sandra, sprawiająca wrażenie absolutnie niezaskoczonej zaistniałą sytuacją, wróciła do pomieszczenia i uniosła dziecko. Obserwowałem ten uroczy widok zza szyby, nadal nie mogąc uwierzyć, że całowałem najpiękniejszą kobietę na ziemi. O dziwo, nie czułem się mocno skrępowany. Chyba docierało do mnie, że coś takiego będzie miało miejsce. Potraktowałem to jako naturalną kolej rzeczy – bardzo przyjemną kolej rzeczy. Nasze usta pochłaniały się nawzajem, były zagubione, ale i wyzwolone. Chciałem całować ją wieki, nigdy nie przestawać. Wszystko we mnie pulsowało, nigdy nie czułem takiego pobudzenia. Wieczorny wiatr pomagał mi się ostudzić.

  • Pójdę już – powiedziałem, przesuwając drzwi – Pewnie chcesz uśpić córeczki.

Liczyłem na jakieś „możesz zostać” albo „tak wcześnie?”, ale nic nie powiedziała. Wiedziałem, że na najlepsze będę musiał jeszcze poczekać. Po dzisiejszym wieczorze, nie miałem już żadnych wątpliwości. Byliśmy w sobie zakochani, odurzeni sobą nawzajem. Nadal nie wiedziałem, jak to się stało, ale czułem, że tak musi być. Po raz pierwszy pokochałem kogoś tak prawdziwie – i to w dodatku z wzajemnością. Ledwo wierzyłem w swoje szczęście.

Kiedy wróciłem do pokoju, położyłem się spać. Szymona jeszcze nie było, pewnie balował gdzieś ze swoją Ciemną. Pomyślałem sobie, że Holandia okazała się być dla nas naprawdę łaskawa. Wreszcie mieliśmy pieniądze, normalne, dobre życie – i całe stado szalejących w brzuchu motyli. Tak dawno nie byłem zakochany... Tak mocno cierpiałem, gdy kolejne dziewczyny zostawiały mnie dla moich kolegów. Ale teraz... teraz to nie miało żadnego znaczenia. Czułem, że Sandra jest na zawsze.

Premia dla Marcinka

Kolejna nocka okazała się być jedną z tych, które na długo zapamiętam. Przyszedłem na zmianę jak zwykle, jak zwykle się ubrałem, wcześniej zapaliłem z Szymonem. Przed nami była cała noc roboty. Zaczęliśmy wyrabiać ciasto, wszystko zgodnie z tradycyjną recepturą, on opowiadał o miłości, przez którą „poczuł, że jest kimś więcej, niż wcześniej”, a ja, standardowo, słuchałem. Uważałem się za bardzo dobrego słuchacza – gorzej było mi mówić i wyrażać swoje zdanie, swoje odczucia. Za to słuchanie przychodziło mi z łatwością. Szymon był o tyle ciekawym rozmówca, że nie pytał o żadne rady. Nie słyszałem od niego prośby o pomoc czy o sugestię. Sprawiał wrażenie faceta, który doskonale wie, co robi. Ja byłem bardziej zagubiony, dusza wrażliwca. Od dziecka na boisku, z kolegami, ale jakiś taki pozamykany w sobie. Po wydarzeniach z ojcem, zamknąłem się jeszcze bardziej. Otwierałem się jedynie przed mamą i Szymkiem. Teraz zacząłem otwierać się przed Sandi.

  • No chłopaki, jak nasze bułki dalej będą się tak sprzedawać, to dostaniemy premię – zażartował jeden z Holendrów.
    • Kasa zawsze się przyda – odparł Szymon – Widzieliście, czym jeździ Majster? Nie pogardziłbym samymi oponami.
    • Marcinek, Ty pewnie i tak dostaniesz więcej – ciągnął tamten. Wymienił znaczące spojrzenia z drugim Holendrem, a ja nie miałem pojęcia, o co mu chodzi. Czyżby Majster komentował moją pracę?
    • Za co dostanie więcej? - zaciekawił się Szymon, formując okrągłe kształty – Czy ja o czymś nie wiem?
    • Jak to za co? Za posuwanie córki szefa! - zaczął się śmiać – No sam powiedz, Marcinek, nie jest tak?

W szeregach rodzinki

Holendrzy rozmawiali, a ja stanąłem jak wryty. Zostawiłem ciasto i oparłem się dłońmi o blat. Jak mogli mówić o mnie w ten sposób? A nawet jeśli...Jak mogli wyrażać się tak o Sandi?

  • Coś sugerujecie? - zapytałem poważnym tonem. Szymon milczał.
  • No jak to? To nie ty byłeś z wczorajszą solenizantką na romantycznej kolacji?
  • Byliśmy na koleżeńskiej kolacji – niepotrzebnie zacząłem się tłumaczyć – Poza tym, nie powinno was to obchodzić.
  • Chce się wbić w szeregi bogatej rodzinki – zauważył tamten – Już ja znam ten typ cwaniaczka!
  • Chłopaki, co z Wami?! - Szymon postanowił przywołać ich do porządku – Myślałem, że trzymamy się razem!
  • Dorośnij, Szymon. Macie pstro w głowie, taka prawda. Tylko dziewczyny, kasa, dziewczyny, kasa. Ah, i jeszcze samochody. Czego my się spodziewaliśmy?
  • Ciekawe co powiedziałby mąż Sandry na to wszystko.
  • Chyba nie chcemy wiedzieć.

Wyszedłem, a Szymon za mną. Musiałem się uspokoić.

    • Jak oni mogą...?
    • Nie przejmuj się, stary. Pewnie mają smutne życie ze zgorzkniałymi żonami i dziećmi, których nawet nigdy nie chcieli. Wyluzuj.

Powtarzał to co chwile, gdy tylko się spinałem. Nie chciałem wracać już do pracy. Szymon przypomniał mi jednak o mamie, Podlasiu, o biedzie, jaką klepaliśmy. Musiałem wykonać swoją pracę. Wziąłem się w garść i posłusznie wróciłem na miejsce.

Jak małpka w cyrku

Przez pół zmiany nie odezwałem się do nich ani słowem. Chyba widzieli, że jest mi przykro, ale nie obchodziło mnie to. Zastanawiałem się, dlaczego nie piją do Szymona, który spotyka się z Ciemną. Nie była co prawda szczególnie bliską krewną Majstra i jego żony, ale jednak należała do tej rodziny. Znowu zacząłem czuć się winny całej sytuacji. Zacząłem biczować się w myślach – że rozwalam Sandrze życie i rodzinę, że być może ma przeze mnie wyrzuty sumienia, że, podobnie jak ja, nie potrafi zasnąć odkąd tylko się poznaliśmy.

Zacząłem widzieć jeszcze inne rzeczy – że ludzie zauważają to, co się dzieje, i być może rozszyfrowali moje uczucia względem tej dziewczyny. Nie wiedzieli tylko jednego – że podchodzę do tego tak poważnie, jak nigdy wcześniej do niczego. I że Sandi nie jest przelotną przygodą, dziewczyną na jeden czy kilka razy. Sandra była wszystkim, a ja czułem, że będę mógł udawać jedynie przez krótki czas. Czułem się zmęczony i przytłoczony.

  • Gdybyś się z tym nie krył, wszystko byłoby w porządku – odezwał się jeden z nich. Nie miałem siły dyskutować.
  • Możecie przestać? - Szymon znów stanął w mojej obronie – Jeśli nie wierzycie w przyjaźń damsko-męską, to coś chyba jest nie tak.

I znów to ukłucie w sercu. Szymona też okłamywałem, a właściwie nie mówiłem mu prawdy. Słuchałem jak broni mnie przed Holendrami, bo sam nie potrafiłem się odezwać. Niezłomnie tłumaczył im, że Sandra to tylko przyjaciółka, i nikt więcej, a ja czułem się podle z tym wszystkim. Musiałem powiedzieć mu na dniach o uczuciach do niej.

  • Nie znam nikogo bardziej w porządku niż Marcin – kontynuował, co uznałem za zbędne – Nigdy nie związałby się z kobietą, którą łączy instytucja małżeństwa z kimś innym. Wychowywaliśmy się praktycznie razem, znamy się jak łyse konie. Poza tym, wszyscy mamy jakąś moralność. Marcin może mieć tysiące wolnych, bezdzietnych kobiet. O co wam, do diabła, chodzi?
  • Przestań – poprosiłem donośnym głosem. 

Miałem ochotę wykrzyczeć im prosto w twarz, że mają rację. Że zakochałem się w Sandrze, że flirtowaliśmy, że przez chwilę nawet trzymałem ją za rękę. Chciałem powiedzieć im całą prawdę – tylko i aż po to, aby dali mi święty spokój. Od początku zmiany myślałem o Sandrze, ledwo skupiałem się na tym co robię, a oni dokładali mi ciężaru. Nie życzyłem sobie komentarzy ani ze strony kolegów, ani ze strony Szymka. Sandra była moja i tylko moja, a to co między nami stanowiło największą intymność, najcenniejszy skarb. Teraz czułem się jak bezbronna małpka w cyrku, której ruchy są skrupulatnie śledzone przez widownię. Czułem, że będą klaskać tylko wtedy, gdy potwierdzę to, co mówi Szymon.

Choćbyś chciał

  • Sandra i ja przyjaźnimy się – zacząłem, rozglądając się po sali. Oczy całej trójki były we mnie tak mocno wpatrzone. - To nie moja wina, że złapaliśmy nić sympatii. Jej mąż wyjechał i czasem potrzebuje wsparcia, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Czasem pomogę jej przy córkach, czasem zerknę do garażu, czasem po prostu wyjdę z nią na kawę, bo ma taką ochotę. W życiu nie pomyślałbym o tym, by zakręcić się wokół dziewczyny tylko dlatego, że ma pieniądze. Zresztą, wokół Sandry w ogóle nie chcę się zakręcić. Łączy nas coś wyjątkowego, coś czystego, coś co jest między rodzeństwem. I na tym chciałbym skończyć to dociekanie, okej?
    • Dobra, stary, wyluzuj – powtórzył Holender za Szymonem. Odniosłem wrażenie, że dziś wszyscy mówią do mnie te same słowa – bez żadnego efektu. - Sandra to równa laska, nie jeden już próbował. Wszystkich odesłała z kwitkiem.
    • Poważnie? - zainteresował się Szymek – A wydaje się być taka otwarta.

Może nie do wszystkich – powiedziałem, czując jak przepełnia mnie radość. Oczywiście niczego nie dałem po sobie poznać, ale naprawdę ucieszyło mnie to, co powiedział jeden z holenderskich kolegów.

    • Kobiety są dziwne... Choćbyś chciał, to nie zrozumiesz – skwitował Holender.

Ja jednak miałem nadzieję na zrozumienie Sandry i, co trudniejsze, swoich uczuć wobec niej. Może i byłem młody, może i w oczach wielu wyglądałem na głupiego małolata, któremu język plącze się w gębie, i który potyka się o własne nogi. Tylko ja wiedziałem o swojej sile – o męskości, którą wyzwalała we mnie Sandi. Zacząłem przypominać sobie nasz pierwszy pocałunek... Chciałem więcej, mocniej, bardziej. Gdybym mógł, zrobiłbym z nią cuda na balkonie. Nie obchodzili mnie ludzie, nie obchodziło mnie nic więcej, prócz jej samej. Na samą myśl o cudownym smaku jej pełnych, soczystych warg, poprawił mi się humor. A niech gadają!

Idź do części ósmej