zwrot podatku Holandia

Dzisiaj przedstawiamy siódmą część opowiadania pt. “Córka szefa”. Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części szóstej

Odcinek VII: Grasz czy nie grasz?

After party

Wróciłem do pokoju, Szymon zawzięcie z kimś esemesował. Domyśliłem się, że chodzi Ciemną, widziałem, jak patrzy w ekran telefonu, jak się do siebie uśmiecha.

  • Jak było?
  • Całkiem w porządku.
  • A coś więcej?
  • Zjedliśmy kolację i pojechaliśmy do domów.

Spojrzał na mnie, jak na idiotę.

    • Całowaliście się? Dotykaliście? Uprawialiście seks w samochodzie?
    • Zwariowałeś? Już ci mówiłem, że Sandra to moja koleżanka. Ale, tak, piliśmy wino w samochodzie. Dawno tego nie robiłem.
    • Innych rzeczy chyba też dawno nie robiłeś?
    • Ciesz się, że ty robisz. Ja czekam na tę jedyną – postanowiłem grać cynika – Wiesz, czekam na księżniczkę z bajki, na poryw amora, a przespać mogę się po ślubie. Całe życie przed nami.
    • Po ślubie? Najpierw musiałaby wziąć rozwód.

Wolałem nie kontynuować tej wymiany zdań. Zszedłem do aneksu kuchennego, zalałem zupkę chińską. Przed oczyma miałem ciągle Sandrę.

  • Jak samopoczucie, Marcinku? – ucieszyłem się na widok Aaltje. Wycierała stoły mokrymi chusteczkami.
  • Dziękuję, a Twoje? Pewnie już wiesz, że byłem na kolacji z Sandrą?

Nie wiedziała, czy mówię prawdę, czy żartuję.

    • Moją Sandrą? Jeszcze się z nią nie widziałam. Chcę szybko posprzątać i uciekam na urodziny. Nasz cukiernik przygotował genialny tort. Może masz ochotę…?

Zaskoczyła mnie jej propozycja. Tego dnia miałem wolne, więc stwierdziłem, że nie mam nic do stracenia. Skoro utrzymują tak dobre, niemalże rodzinne relacje z ekipą pracowników, pewnie nikogo nie zdziwi mój widok. Zmieniłem koszulę i eleganckie spodnie, na t-shirt i dżinsy. Całe przyjęcie miało odbywać się w ogrodzie.

    • Aaltje?
    • Tak?
    • Jesteś bardzo miła.

Uśmiechnęła się, a ja pomogłem wycierać stoły. Nie minął kwadrans, a byliśmy już w ogrodzie. 

Habby Birthday Baby

Sandra nie wyglądała na zdziwioną moją obecnością. Usiadłem na huśtawce i czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. Tylko my wiedzieliśmy o tym, jak dużo wypiliśmy tego wieczoru, uśmiechaliśmy się do siebie z daleka. Szef był dzisiaj jakiś naburmuszony. Dopiero, gdy zjawił się tort – wykonany ze złotej masy cukrowej z pięknym napisem „Happy Birthday Baby” – trochę się rozweselił. Pomoc domowa rozpaliła grilla, zaczęło się ściemniać, ogrodowe lampki zaświeciły mocnym, białym światłem. Córek Sandi nie było w pobliżu – wcześniej wspomniała mi, że małe zostały dziś z nianią. Zauważyłem, że zaprosiła sporo koleżanek (a może to były jej kuzynki?), bo w ogrodzie aż roiło się od młodych dziewczyn, ubranych w stylu boho. Ona również zmieniła stylizację – nie była już w opiętej, krwistej sukience, ale delikatnej i zwiewnej tunice, która przy podmuchu wiatru ukazywała jej białe, lekkie szorty. Ten strój skojarzył mi się nieco z piżamką, odruchowo pomyślałem, jak cudownie byłoby budzić się przy tej dziewczynie. Włączono muzykę, a kilka osób zaczęło tańczyć.

  • Marcin! – zawołała Sandra, wyginając się w rytm energetycznych bitów – Dawaj!

Kiwnąłem głową, wolałem zostać tutaj. Z huśtawki, z pyszną karkówką na talerzu, mogłem obserwować każdy jej ruch. Po raz pierwszy widziałem jak tańczy – i był to onieśmielający widok. Poruszała się z taką lekkością i gracją… Spośród tych wszystkich dziewczyn, widziałem tylko ją.

Król parkietu

Sytuacja zaczęła mi się mniej podobać, gdy do tańczących, lekko podpitych już dziewczyn, zaczęli dołączać faceci. Nie wiem ilu ich było, ale pewnie przyszli jako partnerzy koleżanek czy kuzynek Sandry. Jeden z nich – dosyć przystojny brunet z tatuażem na łydce – wziął Sandi w obroty. Dosłownie – wygłupiali się, szaleli, jej tunika podnosiła się coraz wyżej, a ja coraz mocniej czułem się zażenowany tym wszystkim. Wiedziałem, że nie mogę mieć jej za złe tego, że świetnie się bawi – należało jej się! – ale zastanowiłem się, czy do wszystkich jest taka otwarta. Jej mąż siedzi w Stanach, a ona pewnie nawet nie rozmawiała z nim jeszcze przez telefon. Nie, żeby mnie to zmartwiło, ale myślałem, że kolacja coś dla niej znaczy. Z brunetem byli coraz bliżej siebie.

  • Może zatańczysz?

W jednej chwili zobaczyłem przed sobą niską, zgrabną dziewczynę. Była dużo niższa ode mnie, gdy wstałem, by odłożyć jedzenie – sięgała mi tylko pod pachę. Uśmiechała się tak ładnie i sugestywnie, a ja byłem tak wściekły na Sandrę, że postanowiłem przyjąć zaproszenie. Sandi tańczyła coraz odważniej, a ja nie chciałem pozostawać jej dłużny. Szybko zacząłem dobrze bawić się z Małą. Dobrze, że Majster wraz z żoną zdecydowali się zwinąć do domu – czułem się mniej skrępowany.

– Pocałujesz mnie? – szepnęła, a ja poczułem od niej sporo alkoholu. – Chcę, żeby tamten brunet był o mnie zazdrosny.

Niewiele myśląc, wziąłem ją na ręce i pocałowałem. Była mała i lekka, a ja musiałbym się sporo schylić, by sięgnąć jej ust. Nasze wargi się spotkały – na jakieś kilka, może kilkanaście sekund – a ja czułem się naprawdę fajnie. Smakował mi jej landrynkowy, kleisty błyszczyk. Gdy skończyliśmy, zauważyłem, że Sandry nie ma już wśród wszystkich.

Jeszcze jedno piętro

– Gdzie jest Sandra? – spytałem przypadkową dziewczynę, gdy już zszedłem z 

parkietu. Liczyłem na to, że udzieli mi jakiejkolwiek informacji.

    • Chyba poszła do domu. Może Sara coś chciała.

Impreza odbywała się na zewnątrz, nie chciałem więc wchodzić do środka rezydencji. Nie mogłem jednak oprzeć się wrażeniu, że to przez moje zachowanie, solenizantka postanowiła się ulotnić. Wiedziałem jednak, że nie będę się tłumaczył czy miał poczucia winy – ona robiła dokładnie to samo. No… prawie to samo, choć nie miałem pewności, czy między namiętnymi uściskami nie wymieniła z brunetem szybkiego pocałunku. Po Sandi, moim wulkanie emocji, mogłem się wszystkiego spodziewać.

Wreszcie zapukałem do drzwi.

  • Aaltje, gdzie jest toaleta?

Pokierowała mnie tak, jak wtedy w hotelu – wykonując zabawny gest ręką. Podziękowałem i zgodnie z zaleceniem wszedłem na piętro. Pokój Sandry musiał znajdować się gdzieś tutaj.

Zwiedziłem chyba cały dom – wypełniony przeróżnymi obrazami i rzeźbami, co wydało mi się dość nietypowe – i nic nie znalazłem. Zrezygnowany, miałem już wychodzić, kiedy moim oczom ukazały się drzwi, praktycznie zlewające się z cegłą na ścianie.

Otworzyłem je i zobaczyłem schody na jeszcze jedno piętro. Eureka! To było oczywiste, dlaczego nie wpadłem na to wcześniej? To, że Sandra mieszkała z rodzicami, wcale nie oznaczało, że ma u nich pokój. Szybko połączyłem kropki, by uświadomić sobie, że owszem, mieszka z rodzicami, ale wraz z mężem, Olivią i Sarą, mają swoje piętro i swoją prywatność. Chciałem zaryzykować i wszedłem na górę. Wyszedłem na otwartą przestrzeń, wypełnioną lustrami na ścianach, przez co wydawała mi się jeszcze większa – z tego miejsca mogłem dostrzec kolejne pokoje. Byłem w domu Sandry! Nigdy mnie tu nie zaprosiła, a ja postanowiłem ją odwiedzić. Nie byłem pewien, czy mnie nie wyrzuci, ale serce krzyczało we mnie, że powinienem ją znaleźć. Zacząłem rozglądać się po apartamencie.

Właściwe drzwi

Mieszkanie Sandi różniło się od wnętrz Aaltje i Majstra. Oni mieszkali w luksusie, który określiłbym jako tradycyjny – kanapy były z białej skóry, w masywnych regałach znajdowały się oprawione książki, na chłodnej podłodze leżały dywany, a całość uzupełniały obrazy i rzeźby w naprawdę sporych ilościach. Były to wnętrza, w których na pewno dobrze by się czuła mama – z kominkiem, świecznikami, z porożem na ścianie. To wszystko miało klimat, ale nie czułem się tam do końca sobą. Dopiero apartament Sandi sprawił, że odetchnąłem pełną piersią. Wreszcie miałem przed sobą przestrzeń, niezniszczoną mnóstwem papilotów, figurek czy obrazków w złotych ramkach. Całość była czysta i jasna – pełna luster, a jeśli obrazów, to w delikatnych ramkach, przedstawiających ładne, geometryczne formy. 

Nie chciałem jej przestraszyć, więc po prostu zawołałem ją po imieniu. Niestety, nikt mi nie odpowiedział. Przeszedłem przez salon z otwartą kuchnią, również w kolorze bieli, a w łazience zwróciłem uwagę na piękną wolno stojącą wannę – małe dzieło sztuki za oszklonymi drzwiami. Podejrzewałem, że Sandi, tak jak powiedziała mi jej znajoma, znajduje się w pokoiku Sary. Musiałem znaleźć ten pokój – i swoją kobietę.

Zrobiło mi się strasznie głupio, gdy na mój widok niania, młoda dziewczyna w sportowym ubraniu, prawie że dostała zawału.

  • Szukam Sandry – zacząłem się usprawiedliwiać, odruchowo po polsku.

Nie rozumiała.

  • Widziałaś Sandrę? – powtórzyłem, tym razem po angielsku – Potrzebuję znaleźć Sandrę.

Wskazała na drzwi po lewej stronie gabinetu. Ruszyłem tam szybkim krokiem.

Namiętnie i łapczywie

Gdy otworzyłem drzwi, zobaczyłem Sandrę. Leżała na wielkiej, bladoróżowej poduszce, z roześmianą Sarą na kolanach. 

  • Czego chcesz?

Skarciłem ją wzrokiem. Jeszcze chwilę temu jedliśmy razem kolację, wcześniej piliśmy wino w samochodzie, a ona była teraz taka lodowata.

  • Chcę pogadać. Czemu zniknęłaś?
  • Czemu zniknęłam? – odłożyła córkę do łóżeczka. Zapaliła lampkę i wskazała na drzwi balkonowe. – Nie będę się z tobą kłócić przy córce.
  • Ja w ogóle nie zamierzam się z tobą kłócić – powiedziałem stanowczym tonem. – Nie po to tu przyszedłem.
  • Nie? A po co? Po to, by całować się z moją koleżankę?

A więc o to chodziło. Zadałem jej ból, który wcześniej ona zadała mnie.

  • A Ty? Zapraszasz mnie, by później tańczyć w ten sposób z jakimś facetem?
  • Po pierwsze, nie ja cię zaprosiłam. Po drugie, ten facet to mój dobry przyjaciel. Po trzecie, świętuję dziś urodziny, a ty sprawiasz, że czuję się tak fatalnie. Jak ci nie wstyd?

Nie miałem siły dłużej z nią rozmawiać. Chwyciłem ją za rękę, a ona spojrzała na mnie wystraszonymi, szeroko otwartymi oczami. Nie pytałem o zgodę. Zacząłem całować ją namiętnie i łapczywie – tak, jak by zaraz miała mi uciec, ulotnić się, zniknąć. Dokładnie tak, jak zniknęła z ogrodu, gdy na moment straciłem ją z oczu. Nie mam pojęcia jak długo się całowaliśmy, ale były to najlepsze minuty mojego życia. Smakowałem jej ust, a ona odwzajemniała wszystko z zaangażowaniem. Landrynkowy posmak Małej nie mógł równać się ze smakiem jej ust. Świat zatrzymał się na jeden moment.

Idź do części ósmej

zwrot podatku Holandia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię