Córka szefa cz. 6

Dzisiaj przedstawiamy szóstą część opowiadania pt. "Córka szefa". Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części piątej

Odcinek VI: Kobieta mojego życia

Bezwarunkowo

Po nocce nie położyłem się nawet na moment. Wziąłem długi, zimny prysznic i wypiłem mocną kawę. Szymon leżał w pościeli ze słownikiem hiszpańskiego. Czyżby Czarna wjechała mu na ambicję tak, że postanowił nauczyć się nowego języka? Uśmiechnąłem się, patrząc na niego – był szczęśliwy, spełniony... zakochany. Przyjechał do Holandii po coś więcej niż tylko do pracy. Przyjechał po nią. 

Nie chciałem go budzić, więc na zakupy pojechałem sam. Wiedziałem, że muszę kupić nowe ubranie i perfumy. Myślałem o mamie, i o tym, że nadal liczy każdy grosz na podlaskiej wiosce, ale chciałem zainwestować w siebie i w tę relację. Tak sobie tłumaczyłem – muszę być elegancki, dobrze ubrany i pachnący feromonami, by Sandra była we mnie wpatrzona jak w obrazek. Ale ona już mnie zauważała, już akceptowała i już czuła sympatię (w głębi duszy liczyłem, że miłość, a przynajmniej zauroczenie) – nawet wtedy, gdy wracałem z nocki spocony, zaniedbany, w ciuchach roboczych. I chyba właśnie tego szukałem w kobiecie... zrozumienia i bezwarunkowej akceptacji. Sandra nie dość, że dawała mi to wszystko, to jeszcze tak rozkosznie działała mi na zmysły. Zniewalała swoją osobowością, a wygląd jej w tym pomagał – wybierając ubrania w butiku wciąż nie wierzyłem w kolację, która miała odbyć się lada moment.

Cokolwiek zechcesz

Zapłaciłem sporo kasy, ale przynajmniej wyglądałem jak człowiek. Wziąłem czarne spodnie, marynarkę, kremową koszulę i buty. Czułem się dobrze i wyglądałem dobrze. W przymierzali przyjrzałem się sobie dłużej. Wysoki, może nie wspaniale zbudowany, ale miałem delikatny zarys mięśni na brzuchu i klatce. Twarz zdradzała wiek, więc od dłuższego czasu nosiłem zarost, który dodawał mi charakteru. Oczy miałem po ojcu – duże, podobne kształtem do tych Sandry, ale w kolorze oceanu. Zapamiętałem to określenie, bo mama często mówiła tacie, że ma ocean w źrenicach. I chyba coś w tym było. Zakładając marynarkę poczułem, że dzięki Sandi, zacząłem dostrzegać w sobie kogoś wartościowego.

Kogoś, kto ma potencjał, siłę i może osiągnąć wszystko, co chce. Z chłopaka z Podlasia stałem się pracownikiem renomowanej piekarni, a na konto wpływały kolejne sumki – za pracę piekarza, ale i drobne prace pomocnicze. Co tydzień puszczałem mamie przelew – by nic jej nie brakowało. Część pieniędzy składałem na koncie oszczędnościowym – niech będzie, że na remont piętra, choć sam do końca nie wiedziałem jeszcze na co. Może na wakacje życia z Sandrą u boku? Może na pierścionek? Może na potrzeby jej córek, jeśli zaszłaby taka konieczność? Byłem gotowy wydać te pieniądze, na cokolwiek tylko zechce. 

Otwarte przestrzenie

Ostatnim puntem mojej wycieczki do galerii handlowej była perfumeria. Ładna dziewczyna o kobiecych kształtach i dużych, lśniących ustach zaproponowała mi kilka flakonów.

  • Ten jest o zapachu drzewa cedrowego. Myślę, że sprawdzi się w sytuacji biznesowej, pomaga budować dystans. Na jaką okazję ten zapach? - zagadnęła, wpatrując się we mnie z zaciekawieniem, co odrobinę mnie speszyło. Postanowiłem jednak utrzymać kontakt wzrokowy.
  • Na kolację.
  • Z ukochaną?
  • A dlaczego pytasz? - pozwoliłem sobie na bezpośredniość. Spryskała papierki perfumami, poczuliśmy przyjemną woń.
  • Może pytam dlatego, że sama chętnie poszłabym na tę kolację?

Uśmiechnąłem się. Tak myślałem, że do tego pije. Patrzyłem na nią z niebywałą pewnością siebie – wiedziałem, że mnie chce, że jej się podobam, że być może zaimponował jej fakt, że mam ze sobą zakupy z drogiego butiku, a perfumy, które trzyma w ręku kosztują krocie. W tamtej chwili poczułem się naprawdę dobrze. Po tym stosunkowo krótkim czasie w Holandii, komunikowałem się po angielsku na naprawdę zadowalającym poziomie, i w dodatku wypracowałem w sobie poczucie własnej wartości. Mama byłaby dumna.

    • Tak... to kolacja z ukochaną – przyznałem – Potrzebuję czegoś, co ją oczaruję.
    • Ty nie jesteś wystarczający?
    • Pomożesz mi?

Zaczęła zdejmować z półek kolejne flakony. Jeden z nich, zainspirowany ponoć otwartymi przestrzeniami, spodobał mi się najbardziej. Pomyślałem, że moje serce musi stać się dzisiaj otwartą przestrzenią.

    • To, co wyczuwasz, to ambra. Ukochana powinna być zadowolona.

Opuściłem perfumerię w cudownym nastroju. Życzyłbym sobie, bym z tak wielką otwartością rozmawiał dzisiaj z Sandrą.

Klasyka się wybroni

No i się stało, musiało się stać. Patrzyłem na zegarek od osiemnastej, minuta po minucie przesuwał zgrabną wskazówkę. Byłem gotowy – ubrany, pachnący ambrą, z wypielęgnowanym zarostem. Szymon trochę się ponabijał, a potem podszedł, klepnął mnie po plecach i życzył powodzenia.

    • Bądź sobą, a wszystko będzie dobrze.
    • Co ma być dobrze? To koleżeńska kolacja.
    • Ja też jestem jej kolegą, a jakoś nie organizuję wystawnego wieczoru. Swoją drogą, możesz złożyć życzenia ode mnie. Gdzie masz prezent?

Oniemiałem. Do przyjazdu Sandi pozostała godzina, a ja czekałem na nią, nie mając żadnego prezentu. Nie spałem od kilku dni, ale to żadne wytłumaczenie. Kupiłem ciuchy, perfumy, odstawiłem się, a zapomniałem o najważniejszym. 

    • Wyszedłeś z założenia, że kolacja to prezent? Nie bądź śmieszny... Kobieta, żyjąca na takim poziomie, będzie mocno zawiedziona.
    • Przestań pieprzyć i pomóż mi coś wymyślić.

Przez chwilę byłem w panice. Szymon zaproponował nektar bogów – miał jeszcze jeden w torbie. Prawie się z nim pokłóciłem, ale koniec końców udało mi się kupić kwiaty w kwiaciarni, niedaleko hotelu. Wziąłem wielki bukiet czerwonych róż – postawiłem na klasykę. Wiedziałem, że nic innego nie jestem w stanie kupić o tej porze. Miałem nadzieję, że róże zrobią na niej dobre wrażenie. Naprawdę chciałem zobaczyć  jej uśmiech, ale jeszcze bardziej ogień w czekoladowym, dzikim spojrzeniu.

Słownik na poduszce

Sandra przyjechała kilka minut przed siódmą. Rezerwację mieliśmy na wpół do ósmej, więc pojechaliśmy jeszcze do sklepu. Stwierdziła, że potrzebuje jakąś drobnostkę, poczekałem w samochodzie, a ona wyszła. W tym czasie mogłem odrobinę ochłonąć. Jej widok, jak zwykle, zwalił mnie z nóg. Nigdy nie widziałem jej w takim wydaniu – zwykle nosiła trampki, sandały na płaskiej podeszwie, szorty, które uroczo opinały jej pupę czy topy z głębokim dekoltem. Miała styl kalifornijskiej dziewczyny, który znacznie więcej odkrywał niż zakrywał. Dzisiaj jednak była tajemnicą. Jej ołówkowa, maksymalnie obcisła sukienka, sięgała do połowy łydki i przepięknie podkreślała talię i pupę. Dekolt był delikatnie odsłonięty, ściśnięty przez gorsetową górę – robiłem wszystko, by nie spoglądać co chwile na jej kształtne piersi, ale nie zawsze wygrywałem tę walkę.

Nadgarstki przyozdobiła srebrnymi bransoletkami, a na szyję założyła choker – również srebrny. Czerwień jej sukienki idealnie komponowała się z kolorem szminki i róż. Odebrała bukiet i podziękowała, niezbyt wylewnie, ale po swojemu – radosnym, głębokim spojrzeniem. Patrzyła na mnie dłużej niż parę sekund, zrozumiałem, co chce powiedzieć, choć pewnie otrzymanie kwiatów było dla niej czymś niezbędnym i oczywistym. Zamknąłem oczy, by uświadomić sobie, że to się dzieje naprawdę. Siedziałem w jej samochodzie, luksusowym, czarnym Volvo S60. Nigdy nie zwracałem szczególnej uwagi na auta, ale ono robiło wrażenie. Poczułem zapach jej perfum, które wirowały wewnątrz. Były mocne, duszące, onieśmielające i bardzo seksowne – dokładnie takie, jak Sandra. Wróciła do auta z winem w dłoni.

  • To jest ta drobnostka?
  • Muszę się wyluzować przed kolacją. Napijesz się?

Staliśmy na parkingu marketu i piliśmy wino – jak dzieciaki, z gwinta. Poczułem się dokładnie tak, jak wtedy, w lesie, z Szymonem. Z tą różnicą, że wtedy popijaliśmy szampana, a teraz raczyliśmy się naprawdę dobrym winem. Patrzyłem, jak przechyla butelkę, a potem się śmieje.

    • Mam dwadzieścia pięć lat! Żyć, nie umierać!

Lubiłem, gdy mówiła po polsku. Gdy byliśmy razem, rozmawialiśmy wyłącznie w tym języka – jeżeli nie pamiętała danego słowa, to po prostu mówiła je po angielsku. Wiedziałem jednak, że posługując się polskim, chce pokazać mi, że to dla niej ważne. Że ja jestem ważny. Że ma do mnie szacunek i interesuje ją to, co ze mną związane. Uśmiechnąłem się na myśl, że być może tak jak Szymonem, zasypia ze słownikiem na poduszce.

Córeczka tatusia

Na dziewiętnastą trzydzieści podjechaliśmy pod restaurację. Sandi znała to miejsce, przywitała się z kelnerkami, musiała bywać tu naprawdę często. Poczułem się źle z myślą, że coś, co dla mnie jeszcze do niedawna było nieosiągalne, dla niej stanowi coś naturalnego. Usiedliśmy do stolika i zamówiliśmy potrawy.

    • Przychodzisz tu czasem z mężem? - zażartowałem.

 Spojrzała na mnie z pretensją.

    • Skąd wiesz?
    • Wszyscy cię tu znają... Poza tym, zamówiłaś „to co zwykle”.
  • Nie wiem czy zauważyłeś, ale większość osób w Hillegom zna mnie i moją rodzinę. Ludzie nas kojarzą i tyle. Tata ma piekarnie i hotel, jeszcze jeden hotel przy Vrouwenpolder Beach, jest też kilka mniejszych biznesów zarejestrowanych na mnie i moje siostry.
  • Co na przykład?
  • Ja mam pod sobą zakład fryzjerski w Amsterdamie – zaczęła się śmiać – A najlepsze jest to, że odkąd urodziłam Oli i Sarę, jeszcze tam nie byłam.
  • Bizneswomen, ta?
  • Raczej córeczka tatusia. Moi bracia mają spółkę w Polsce.
  • Naprawdę?
  • Tak. Nie mówiłam o tym nikomu, ale chciałabym zamieszkać w twoim kraju.

Co za paradoks. Ja od chwili rozpoczęcia szkoły średniej, marzyłem o tym, by wyjechać i zaznać ciekawszego życia. Ona, mając wszystko w Holandii, mówiła o wyjeździe do Polski.

    • Jestem z Podlasia, jeśli lubisz ciszę i spokój, to powinnaś się tam wybrać – uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła uśmiech. Z boku musieliśmy wyglądać jak para, wpatrująca się sobie nawzajem w oczy.
    • Właśnie takiego życia bym chciała. Ciszy, spokoju. Zaszycia się.
    • A tu nie możesz się zaszyć?
    • W Hillegom, gdzie lokalna prasa przynajmniej raz na kwartał publikuje artykuł o moim ojcu?

Kelner rozlał wino do kieliszków. Sandra delektowała się bukietem.

    • Wiesz, że jesteśmy podobni w jednej kwestii?
    • Myślę, że jesteśmy podobni w wielu kwestiach. Co masz na myśli?
    • Mój ojciec spowodował wypadek po pijanemu, kiedy byłem dzieckiem. Zabił siebie i swojego kumpla z koła rybackiego. Od tamtej pory część wsi nas znienawidziła i modliłem się o ucieczkę z tego miejsca.
    • Ja codziennie modlę się o ucieczkę stąd – spuściła wzrok – Mimo tego, że wielu może wydawać się, że wiodę życie jak z bajki. Wiesz, czasem mam dość tego, że jestem na zawołanie taty, że nie mogę pozostać anonimowa, że muszę spełniać czyjeś oczekiwania... Może kiedyś się uda wyjechać.

Usłyszała dźwięk telefonu, sięgnęła po kopertówkę i zaczęła odpisywać na wiadomość.

    • Coś pilnego?
    • Przepraszam, to tata. Pyta gdzie jestem, i o której będę.
    • Masz dwadzieścia pięć lat, nadal musisz się tłumaczyć?
    • Chyba przygotowali jakąś niespodziankę. Napisałam mu, że jestem z tobą na koleżeńskiej kolacji. Wyrobimy się w godzinę?

Zamilkłem, by po chwili wybuchnąć.

    • Napisałaś, że jesteś ze mną na kolacji?
    • Co w tym złego?

Była przerażona, kiedy podniosłem głos. Zacząłem ją przepraszać, schowałem jej dłoń w swojej dłoni i próbowałem się uspokoić.

    • Przepraszam, poniosło mnie. Po prostu... wolałem, by twój ojciec o tym nie wiedział.
    • Dlaczego?
    • Po prostu... Może nie zrozumieć, że jesteśmy tylko kolegami.
    • A jesteśmy tylko kolegami?

Wsiedliśmy do samochodu, wysadziła mnie przed hotelem.

- Nie wiem czy jesteśmy tylko kolegami – odparłem na pożegnanie i posłałem jej serdeczne spojrzenie.

===============
Jutro kolejna część opowiadania

Idź do części siódmej