Córka szefa cz. 5

Dzisiaj przedstawiamy piątą część opowiadania pt. "Córka szefa". Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części czwartej

Odcinek V: Nic nie dzieje się bez powodu

Drugi etat

Moja relacja z Sandrą była naprawdę świetna. W najskrytszych snach nie przypuszczałbym, że przyjeżdżając do Holandii, znajdę tak fantastyczną przyjaciółkę. Przyjaciółkę, bo sumienie mówiło mi, że nic więcej nie mogę od niej chcieć, nie powinienem. Potrafiłem jednocześnie zdejmować jej stanik w myślach, a chwilę później katować się wizją jej idealnego życia u boku faceta, który wydawał się być całkiem w porządku – i dwójki słodkich małych dzieci. Ja byłem tym złym, tym, który się zakochał – teraz wiedziałem to już z całą pewnością – tym, który poczuł coś zakazanego, coś, co nigdy nie powinno zrodzić się w jego sercu. A ona? Ona była taka bezbronna. Widziałem jak na mnie patrzy, gdy przychodzę na posesję – a ostatnimi czasy, zjawiałem się tam dość często.

Co ciekawe, to właśnie ona „zamawiała” mnie najczęściej – a to zepsuł się kran, a to trzeba było dokończyć koszenie, a to jej córka skaleczyła się w rękę i potrzebowała osoby do pomocy w przygotowaniu opatrunku. Wymyślała najdziwniejsze powody, a mi to schlebiało. Podobało mi się, że tak bardzo mi ufa, i jest na mnie taka otwarta. Szymon się śmiał, że robię tam drugi etat – jeden w piekarni, a kolejny jako złota rączka. A ja bardzo chciałem być jej złotą rączką, chciałem pomagać jej we wszystkim i oferować swoje męskie ramię.

Widziałem, że to docenia. Widziałem, jak na mnie patrzy – tym zabójczo sensualnym wzrokiem. Robiła to nawet wtedy, gdy niedaleko znajdował się mąż, choć muszę przyznać, że częściej siedział w biurze, niż tam, w domu. Momentami Sandi, bo tak zacząłem ją oficjalnie nazywać, wydawała mi się okrutnie samotna. Oczyma wyobraźni widziałem, jak kładzie się spać w seksownym szlafroku, a mąż nawet nie zwraca na nią uwagi. Czasem obserwowałem też jego – nie miał pojęcia, że zaczyna dziać się coś złego. A może dobrego? wyjazdSam się w tym gubiłem. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo chciałem być na jego miejscu.

Nigdy nie jesteś sama

I tak mijały tygodnie – a nasza więź się zaciskała. Podobnie było z relacją z Majstrem, jego żoną i Szymonem. Mimo tego, że czułem się jak w jednej, wielkiej rodzinie – nadal nie potrafiłem otworzyć się przed przyjacielem. Oczywiste było to, że Szymon wiedział, za dobrze mnie znał... Ale sam też nie poruszał tego tematu na poważnie. Czasem żartował, doskonale wiedział, co się kroi, i chyba nie do końca mu się podobało. Dbał o mnie, o swojego „słabszego”, mniej przebojowego kumpla, i nie chciał, by pojawiły się pierwsze zgrzyty czy niesnaski. Czasem zastanawiałem się, co by było gdyby. Gdybym powiedział Sandrze o uczuciach, o tym jak piorunujące wrażenie na mnie zrobiła, o tym jak mocno pragnę jej ciała, ale i jej duszy, osobowości, nawet dzieci, które w gruncie rzeczy nigdy mi nie przeszkadzały.

Dla mnie od początku była kwintesencją idealnej kobiecości. W swoich myślach widziałem też rozmowę z szefem. Rozwód, dalszy rozwój sytuacji. Wreszcie widziałem nas – szczęśliwych, zakochanych po uszy, przeżywających najpiękniejszy czas w życiu... Byłem roztrzęsiony, ale i pewny swego. I właśnie wtedy, gdy nic nie wskazywało na to, że cokolwiek może się odmienić, Sandra napisała mi wiadomość. Sięgnąłem po telefon, wymiana numerów nastąpiła zupełnie naturalnie. Po prostu wzięła mi komórkę i wpisała numer. Zapisała kontakt jako Sandi z serduszkiem, od tamtej pory właśnie tak do niej mówiłem. Wiedziałem, że wyraziła na to zgodę. Ale to serduszko... Niby zwykły symbol, głupia emotka, a ja myślałem o tym cały wieczór. Sięgnąłem po telefon, by wyświetlić smsa od Sandry.

  • Od jutra jestem sama – przeczytałem w ekspresowym tempie.
  • Sama? Nigdy nie jesteś sama, jestem tuż obok – napisałem, znów zaskoczony tym, jak bardzo otwarty i pewny siebie potrafiłem być przy tej dziewczynie. Czułem, że wydobywa ze mnie wszystko, co najlepsze.
  • Thijs wyjeżdża na kontrakt do Stanów. Roczny.

Oboje wiedzieliśmy, co to oznacza, choć żadne z nas nie chciało tego przyznać. Uśmiechnąłem się na myśl o tym, jak pozornie stęskniona żegna męża na lotnisku, a później wraca do domu i wysyła mi swoje zdjęcie – niby zwykłe, niby to tylko selfie z uśmiechem i błyskiem w oczach, ale jednak odkrywa dekolt, ramiona, uwydatnia biust. To były jej tricki, to była jej gra. Uwielbiałem w nią grać.

Kobiety jak wino

Minął tydzień i Thijs, faktycznie, wyleciał. Sandra wróciła do domu jak gdyby nigdy nic, słyszałem jak rozmawia przez telefon z kimś, prawdopodobnie z mężem.

  • Będziemy rozmawiać jak tylko będziesz mógł. Nie dam ci za sobą zatęsknić.

Słuchałem tej rozmowy i wyobrażałem sobie, że mówi to do mnie.

    • To tylko rok, szybko zleci. Po powrocie kupisz to osiedle, obiecuję ci. Będziesz najlepszym developerem. Już jesteś. Pamiętaj, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Po rozmowie usiadła na huśtawce i patrzyła na dziewczynki. Leżały na kocyku z babcią, która stroiła do nich śmieszne miny.

  • Jak samopoczucie? - spytałem, choć po wyrazie twarzy widziałem, że całkiem nieźle.
  • Chyba lepsze niż kiedykolwiek.

Jej brązowe oczy nie pozostawiały złudzeń. Czekała na mój krok, a ja znów się sparaliżowałem. Tak, sparaliżowałem sam siebie – moje myśli nie pozwalały uwierzyć mi w to, że tak czarująca kobieta w ogóle zwraca na mnie uwagę.

    • Tak się dziwnie składa, że jutro mam urodziny – kontynuowała – Jestem rok starsza, a z kobietami jak z winem, więc czym się przejmować?
    • Masz urodziny? - zaciekawiłem się. Moja wyobraźnia otwierała kolejne możliwości w działaniu.
    • Dwudzieste piąte. Ćwierćwiecze. A Ty, małolacie, z którego miesiąca jesteś?
    • W styczniu kończę dwadzieścia. Powinienem wtedy jeszcze tu być, więc będziesz mogła zaskoczyć prezentem.

Uśmiechnęła się i zagryzła wargę. Była taka seksowna, taka piękna... Zachwycałem się nią w głębi duszy, choć tak bardzo chciałem zachwycać się z Szymonem. On codziennie opowiadał o Ciemnej – a to, że umie zrobić szpagat, że tańczyła hip hop, że mówi w trzech językach – a ja całe zafascynowanie Sandrą musiałem trzymać w sobie.

    • Może Cię zaskoczę, a może nie. Ty będziesz miał okazję jako pierwszy to zrobić.

Gdy wróciłem do pokoju, myślałem już tylko o jutrze.

Dwadzieścia cztery godziny

Jak zwykle to ze mną bywa, znów nie umiałem zasnąć. Funkcjonowałem jak zombie, jak kosmita – robiłem nocki, a za dnia spędzałem czas z Sandi. Nie chciałem marnować go na odsypianie. Doszło do tego, że wypijałem kilka kaw dziennie, czasem podkradałem też energetyki Szymonowi. O dziwo, mimo fizycznego wyczerpania, czułem się cudownie. Wciąż nie mogłem uwierzyć w niesamowity zbieg okoliczności – mąż kobiety mojego życia wylatuje, a nazajutrz ona obchodzi urodziny. A kiedy powiedzieć jej o miłości do niej, jak nie podczas wyjątkowej kolacji? Nie miałem pojęcia czy się zgodzi, ale już zacząłem działać. Chciałem wszystko zaplanować – w najdrobniejszych szczegółach. Sandra zasługiwała na wszystko, co najlepsze – a ja zamierzałem jej to dać.

Szybko znalazłem w internecie spis najlepszych lokali. Byłem gotów wydać na to wydarzenie całe krocie, chociaż Sandrze nie imponowały takie rzeczy. Była przyzwyczajona do luksusu i przepychu, a sama ubierała się raczej normalnie. Przypuszczałem, że ma na sobie same znane marki, ale całość jej wizerunku przypominała raczej dziewczynę z sąsiedztwa, kochającą mamę i seksowną koleżankę, którą dla mnie była. Taki nietypowy miks. Zastanawiałem się, co założy na kolację – czy odsłoni nogi, czy dekolt, czy pokaże odrobinę wyrzeźbionego brzucha. Gdyby nie fakt, że znałem Sandrę i wiedziałem, że ma dwójkę dzieci, nigdy nie powiedziałbym, że kiedykolwiek rodziła. 

Zadzwoniłem do wybranej restauracji i zamówiłem stolik. Za dwadzieścia cztery godziny Sandra miała dowiedzieć się, ile dla mnie znaczy.

W głowie powtarzałem sobie, że to przecież formalność. I ona wie, i ja wiem. I Szymon wie. Może nawet jej mąż wie? Czułem, jak tracę zmysły. Byłem młody i głupi, a ona wydawała się nieosiągalna – choć przecież była obok, tak realnie, tak prawdziwie.

Postanowiłem postawić ją pod ścianą, zamiast grzecznie pytać, czy ma ochotę zjeść ze mną kolację. Otworzyłem piwko i pod nieobecność Szymona, zadzwoniłem do Sandi.

  • Wiesz, co robisz jutro?
  • Pewnie świętuję urodziny.
  • A wiesz jak i z kim?
  • Może z rodziną?
  • Nie. Z rodziną będziesz świętowała rano i popołudniu, ale wieczór spędzasz ze mną. Zjemy kolację i będziemy się świetnie bawić. Pasuje?
  • Pasuje – odpowiedziała, chyba nieco zaskoczona. Umówiliśmy się, że podjedzie pod hotel o siódmej, i razem pojedziemy już na miejsce.

Gdy Szymon zjawił się w pokoju, prawie parsknął śmiechem.

    • Co ci się stało w twarz?
    • Co takiego?
    • Wyglądasz, jak by cię słońce spiekło.

Spojrzałem w lustro – rzeczywiście, moje policzki płonęły, a dłonie były mokre.

    • Czy to słońce nazywa się Sandra? - zachichotał, a ja miałem ochotę rzucić w niego pustą puszką. I tak się dowie. Wszystko w swoim czasie.
    • Opowiadaj lepiej o Ciemnej. Jak było dzisiaj?
    • Fantastycznie. Nie wychodziliśmy z łóżka.

Uśmiechnąłem się sam do siebie. Miałem głęboką nadzieję, że niebawem spędzę tak czas z Sandrą.

===============
Jutro kolejna część opowiadania

Idź do części szóstej