zwrot podatku Holandia

Dzisiaj przedstawiamy czwartą część opowiadania pt. “Córka szefa”. Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części trzeciej

Odcinek IV: Co mam zrobić?

Komunikat niewerbalny

Po imprezie u Majstra długo nie mogłem się pozbierać. Szymon opowiadał mi o przygodnym seksie z brunetką, a ja udawałem, że słucham. Myślami cały czas byłem przy Sandrze – na kanapie, z kieliszkiem w dłoni, wpatrzony w jej zabójcze spojrzenie. To chyba właśnie oczy uwiodły mnie najbardziej. Były ciemne jak czekolada – i tak samo słodkie. Spojrzeniem wyrażała emocje, pozazdrościłem jej tej umiejętności. Byłem zbyt zamknięty w sobie, by mówić o uczuciach i gdybym patrzeniem mógł dać jej do zrozumienia, jak bardzo dobrze poczułem się, będąc obok – pewnie wiedziałaby, co mam na myśli. A miałem wiele.

Najpierw myślałem o Sandrze – o kobiecie, której prawdopodobnie nigdy bym nie spotkał, gdyby moneta, rzucana w lesie, po wypiciu całej butelki szampana, wskazała reszkę. O kobiecie, której właściwie nie znam, a czuję się tak, jakby była stworzona dla mnie. O kobiecie, która jest matką dwójki dzieci i ma partnera czy męża – wolałem o tym nie myśleć, zazdrość była nie do poskromnienia – a która czuła się przy mnie tak swobodnie i tak… seksownie. Może to sobie ubzdurałem, może byłem oszołomiony jej osobą, a może alkoholem, ale siedząc w pokoju na łóżku i przypominając sobie fragment po fragmencie nasz dialog… dałbym sobie rękę uciąć, że chciała pójść ze mną do łóżka. Gdy Szymon skończył gadać i położyliśmy się spać, ja nadal myślałem. Tym razem o tym, jak Sandra czuje się w związku. Wspomniała, że teraz zastanowiłaby się nad dziećmi… Co dokładnie miała na myśli? Może nie jest do końca szczęśliwa? Może coś ją znudziło? Intuicja mówiła mi, że mam rację.

Coś więcej

Kolejnego wieczoru Szymon wybrał się na randkę z brunetką. Pytałem go jak ma na imię, ale nie pamiętał, więc nazywaliśmy ją po prostu Ciemną. Obiecał, że zdąży na nockę – i zdążył, a później całą zmianę opowiadał mi o ich stosunku. Nie bardzo chciałem tego słuchać, ale przyjaźń to przyjaźń. Szczegółowo opisywał jej ciało i to, co z nim robił, a ja byłem coraz mocniej nakręcony. Po spotkaniu Sandry, wszystko we mnie odżyło. Nigdy nie byłem szczególnie temperamenty czy nabuzowany, uchodziłem raczej za grzecznego i spokojnego chłopaka, ale ta dziewczyna działała na mnie jak najlepszy afrodyzjak. I jeszcze te historie Szymona… Zrobiło mi się przykro na myśl, że być może ona kładzie się spać ze swoim partnerem – i że to on ją przytula i całuje w czoło na dobranoc.

W przeciwieństwie do Szymona, nie chodziło mi tylko o seks. Było we mnie coś więcej, uczucie, którego do tej pory nie znałem. Chciałem zaopiekować się Sandrą, wziąć ją w ramiona i nigdy już nie wypuścić. Czułem to całym sobą. Oczywiście, przy tak atrakcyjnej kobiecie, nie mogłem myśleć tylko o tym. Fantazjowałem o niej w każdej sytuacji. Oczyma wyobraźni widziałem nas – w pościeli, w windzie, w samochodzie. Chciałem jej i tylko jej. Jednocześnie byłem przerażony, bo nigdy wcześniej nie znałem się z tej strony. Analizowałem jej spojrzenie, uśmiech, gesty. Coś we mnie krzyczało, że ją kocham, a ja nie umiałem się do tego przyznać. Nie chciałem rozbijać jej względnie udanego życia.

Za żywopłotem

Najgorsze było to, że od urodzinowej kolacji u szefa, jeszcze bardziej się z nim zbliżyliśmy. Czasem przed nocką, gdy akurat był w domu, wołał nas na podwórko i prosił o jakąś drobną pomoc. Zawsze się zgadzaliśmy, bo dość dobrze płacił. Chcieliśmy, by był z nas w stu procentach zadowolony – poznaliśmy jego rodzinę, a to wiele dla nas znaczyło. Tym bardziej teraz. 

– Ma pan piękny dom – zagaiłem, gdy ustawialiśmy z Szymkiem metalowy stół na tarasie –                            –       Śmiało zmieściłby kilka rodzin.

– Taki był plan. Mieszkaliśmy z dziećmi, a później dzieci miały mieszkać z nami. Wszystkie wyfrunęły, najmłodsza została.

– Przynajmniej wnuczki są na miejscu – zauważył Szymon. 

Dwie małe dziewczynki układały babki w piaskownicy. Wszystkiemu przyglądał się dumny tata – i my.

– Thijs, gdzie Sandi? Mogłaby przynieść chłopakom coś do picia.

Nie trzeba było długo czekać, aż zjawiła się Sandra. Dzisiaj wyglądała jeszcze piękniej. Odniosłem nieodparte wrażenie, że pięknieje z dnia na dzień. W wysokim kucyku i szortach, odsłaniających pełne, krągłe pośladki, wyglądała jak milion dolarów.

– Sandi, przyniesiesz lemoniady?

    • Oczywiście – puściła mi oczko, co nie umknęło uwadze Szymona. Modliłem się, by Majster tego nie zauważył.
    • Co ona wyprawia? – szepnął, gdy zniknęła za ścianą – Dziesięć metrów stąd, jej mąż bawi się z córkami.
    • Skąd wiesz, że mąż? 
    • Widziałem jego obrączkę. Swoją drogą, niezbyt przystojny na taką laskę.

Zamontowaliśmy stół i usiedliśmy na ławce. Sandra uraczyła nas schłodzoną wodą z cytryną.

    • Zadowoleni z efektu?
    • Zawsze jestem zadowolony z efektu – uśmiechnął się Szymon – Nie przyjmuję reklamacji.
    • A Ty, Marcin?

Nasze spojrzenia spotkały się po raz pierwszy od obiadu.

    • Ja też nie przyjmuję reklamacji.

Zachichotała, mamrocząc pod nosem coś po holendersku. Podeszła do męża i dzieci, a ja z oddali obserwowałem tę rodzinną sielankę. Próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie, czy aby na pewno jest szczęśliwa z tym mężczyzną, i czy się spełnia jako matka. Czy ma czas dla siebie, czy jest zaspokojona, czy rozpoczęła dzień od pocałunku. Praktycznie nie wychodziła mi z głowy.

  • Kiedy jej powiesz?
  • Co jej powiem?
  • Marcin – spojrzał na mnie pobłażliwie – Znamy się od dzieciaka, a ty się jeszcze pytasz?
  • Nie wiem o czym mówisz. Przyszedłem tu zamontować stół i zamontowałem.

Wróciliśmy do pokoju, tego dnia Szymon już o nic nie pytał, a ja myślami byłem za wysokim żywopłotem.

Gorące wakacje

– Mamy trzy córki i dwóch synów – powiedziała Aaltie z dumą w głosie. Siedzieliśmy na ganku hotelu, a ona kartkowała sporych rozmiarów album. – Wszystkim się chwalę, to wam też się pochwalę. Najstarsi, Max i Lars, bliźniaki. To dziwne, ale dwie z naszych córek też urodziły bliźniaki. Taka z nas bliźniacza rodzina – uśmiechnęła się, przesuwając palcem po zdjęciu – Następna Noor, urodziła się trzy lata po chłopcach. Szaleliśmy z radości! A potem Sophie i długo, długo nikt. Sandrę przywieźliśmy z Wenecji.

– To musiały być gorące wakacje – zaśmiał się Szymon. To niesamowite, jak luźną, prawie rodzinną więź zbudowaliśmy z tym starszym małżeństwem.

– Czy gorące…Może i tak. Na pewno trudne. Miałam poukładane życie, pracę, dzieci odchowane… a tu nasza Sanderka chciała przyjść na świat. Taki z niej gagatek był.

Spojrzałem na Szymona. Wiedziałem, że zna mój sekret, choć nie pisnąłem ani słowa. Chyba miał rację z tą męską przyjaźnią – dosłownie czytał mi w myślach. Na zmianie stwierdził, że nie odrywałem oczu od maleńkiej blondynki na zdjęciu.

    • Co ty tam wiesz… – uśmiechnąłem się – A może wolę brunetki?
    • Ciemnej ci nie odstąpię. A ty mi Sanderkę?
    • Nie mów tak o niej.
    • To ma być nie?
    • Nie wiem.
    • To odstąpisz?
    • Zapomnij.

Musimy porozmawiać

Każdy kolejny dzień od pamiętnych urodzin szefa, wyglądał tak samo. Budziłem się i szedłem spać z myślą o Sandrze. Doznawałem uczucia motyli w brzuchu tysiąc razy dziennie, dokładnie tak, jak by atakowało mnie całe stado. Żałowałem, że nie mam jej zdjęć w telefonie – chciałem wysłać mamie, jak wszystko to, co było dla mnie ważne. Zamieniliśmy zaledwie kilka słów, a ja czułem, że to ta właściwa, ta jedyna. Nigdy nie byłem romantykiem, ale miałem w sobie wrażliwość. Poczułem, że ją kocham i przez chwilę czułem się temu winny, a później uświadomiłem sobie, że flirt z jej strony to przecież konkretny znak dla mnie. Nie myślałem nawet o tym, że mogłaby się mną bawić. Była młoda, obłędnie piękna i szalona, co wyczytałem w jej oczach, ale jednak była też odpowiedzialną żoną i matką. Nie stawiałaby na szali swojego związku, gdyby nie czuła tego samego, co ja. 

– Dziewczyny są strasznie – stwierdził Szymon – Puszczają oczka i kuszą, a mówią, że to my się nimi bawimy.

    • Myślisz, że puszczanie oczek to zwykła zabawa?
    • Oczywiście, że tak. Gdzie ty żyjesz? Puszczają do jednego, drugiego, trzeciego… i jak widać, niektóre zapominają o tym, że mają męża.

Skarciłem go spojrzeniem. Nie chciałem, by pozwalał sobie na takie testy względem Sandry. Chciałem ją chronić przed opiniami i obelgami, choć sam pewnie jeszcze niedawno uznałbym takie zachowanie za przegięcie. Było w niej coś kobiecego i dziecinnego zarazem, niewinność zmieszana z wyuzdaniem, z wulgarnością. Gdyby nie te oczy, pomyślałbym, że jest po prostu piękną blondyną o wspaniałym, wyrzeźbionym ciele i nogach do nieba. Ale ona była brązowooką Sandrą. Sandrą, którą pokochałem od pierwszego wejrzenia. Podając mi holenderski deser, podała mi też pomysł na życie w postaci swojej osoby. Nie przyjmowałem do wiadomości tego, że być może bawi się mną i moimi uczuciami. Że widzi we mnie napalonego małolata z Polski, który chce ją tylko zaciągnąć do łóżka…

Miałem inne intencje, o których jeszcze nie wiedziała. Czułem, że szczera rozmowa z Sandrą jest tutaj tylko kwestią czasu. Bałem się jak nigdy wcześniej i znów poczułem się bezbronny, jak podczas egzaminu – miałem nadzieję, że tym razem obejdzie się bez wymiotów. Nie wiedziałem nawet, co mógłbym jej powiedzieć. Wyłożyć kawę na ławę, nie patrząc na całą tą niesprzyjającą otoczkę? A może zbudować z nią przyjaźń, czystą relację – i nigdy nie stracić? Bałem się odrzucenia, ale wiedziałem też, że nie będę w stanie traktować jej jak siostry. Jedyne, czego byłem w pełni świadom, to fakt, że prędzej czy później, będziemy musieli usiąść i maksymalnie się przed sobą otworzyć

======================

Jutro kolejna część opowiadania

Idź do części piątej

zwrot podatku Holandia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię