zwrot podatku Holandia

Dzisiaj przedstawiamy piętnastą (ostatnią) część opowiadania pt. “Córka szefa”. Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części czternastej

Odcinek XV: To, co najlepsze

Bardziej niż kiedykolwiek

I tak mijają nam dni, miesiące, lata. Niby nic wielkiego, a dla mnie – wszystko, co mam. Nigdy nie sądziłem, że pokocham kogoś tak mocno jak Sandrę. To ona zobaczyła we mnie wartościowego człowieka, kogoś, kto ma dobre serce i otwarty umysł. Oczywiście, nie ominęły nas sąsiedzkie plotki – Radziwiłłówka jest mała, każdy zna każdego, każdy wszystko o wszystkim wie. Śmialiśmy się z Sandi, że wścibskie sąsiadki to „osiedlowy monitoring” – mój powrót w rodzinne strony z tak piękną kobietą u boku, nie mógł przejść niezauważony. Najgłośniej komentowano dzieci – większość zastanawiała się, czy są moje. Może zrobiłem je Sandrze lata temu, a teraz, po powrocie z Holandii, znów się zeszliśmy. A może ma je z kimś innym. Nie chciałem dyskutować na ten temat.

Szedłem dumnie za rękę z moją kobietą i z najwspanialszymi córkami pod słońcem. Nie obchodziło mnie, że ludzie przeżywają nasze auto, domy, działalność – że, właściwie, żyją naszym życiem. Gdy byłem młody często tak robiłem – zastanawiałem się jak to jest być kimś innym. Mieć wszystko, czego ci potrzeba, a nawet to, o czym tylko zapragniesz. Dziś wiedziałem, że jest jedna osobą którą chcę być – i że jest nią Marcin. Ten sam Marcinek, który chował się pod kołdrą przez nieprzychylnymi komentarzami na temat jego taty, ten sam Marcinek, który biegał z Szymonem po boisku, ten sam Marcinek, który kochał swoją mamę najmocniej jak potrafił… Byłem sobą, bardziej niż kiedykolwiek, i czułem się z tym cudownie.

Wakacje z dziadkami

Majster z Aaltje, tak jak obiecali, przyjechali do nas na kilka wakacyjnych dni. Dom był już gotowy, prezentował się naprawdę pięknie. Mówiłem Sandi, że jeśli ma zbyt wiele obowiązków, możemy wynająć dekoratora wnętrz, ale ona sama chciała wszystko urządzić. Stworzyła nam naprawdę piękne miejsce do życia. Wszystko było w bieli, bardzo gustowne, ze smakiem i elegancją. Jej rodzice docenili nie tylko lustrzane ściany i proste, marmurowe płyty, ale i samą wieś.

    • Chyba już wiem, czemu chciałaś tu przyjechać – uśmiechała się Aaltje. Siedzieliśmy na tarasie i grillowaliśmy, a kochająca babcia nie wypuszczała wnuczek z objęć. – Naprawdę wspaniałe miejsce. Cisza, spokój. Idealne, by wychowywać dzieci.
    • Fajnie, że jeżdżą konno – dodał Majster. Nie wiem czy powoli przekonywał się do mnie, ale cieszyłem się, że przynajmniej próbował powiedzieć coś miłego. Nie zachwalał, nie zachwycał się, choć zrobiliśmy ogromy progres – remont domu, postawienie nowego, firma… Musiałem docenić, że w ogóle przyjechał i się z nami spotkał.
    • Fajnie, że jesteście – Sandi była mocno podekscytowana. Zależało jej na tym, by wreszcie spotkać rodziców, ale i na tym, by dziewczynki miały z nimi kontakt – Musicie wpadać częściej.
    • A kiedy wy, do Hillegom?

Spojrzeliśmy na siebie radośnie.

    • Na pewno będziemy tam wracać. To miejsce nas połączyło…
    • Oj tak – uśmiechnąłem się – Połączyła nas najpiękniejsza piekarnia na świecie.

Wszystko się da 

Wielu z was pewnie zastanawia się, dlaczego zdecydowałem się podzielić z wami tak intymną historią z mojego życia. Długo zastanawiałem się nad tym i chyba zrozumiałem – bo mnie i Sandrę połączyło coś wyjątkowego. Pomyślałem o wszystkich tych ludziach, którzy kiedyś byli tacy jak ja i nie bardzo widzieli siebie w przyszłości. Tych, którzy uciekają od problemów, chowają głowę w piasek i nie widzą większego sensu w czymkolwiek.

Trafiłem na ten serwis przypadkiem, ale gdy zobaczyłem, że ludzie publikują swoje historie – chciałem dać coś od siebie. Pokazać innym kim byłem – i kim stałem się dzięki odpowiedniej osobie u swojego boku. Czasem myślimy, że całe życie przed nami, i że jeszcze zdążymy się zakochać, kogoś poznać, założyć rodzinę. Mnie udało się to stosunkowo wcześnie – wiem jednak, że gdybym nie odważył się zawalczyć o marzenia, prawdopodobnie pozostałbym starym kawalerem. Nie wyobrażałem sobie i wciąż nie wyobrażać poczuć coś tak specyficznego, tak silnego i tak wyjątkowego do innej osoby niż  Sandi. To ona nadała mojemu życiu prawdziwego sensu. Dziś budzę się szczęśliwy, prowadzę firmę, wspiera mnie w tym najpiękniejsza żona i córeczki.

Sami wiecie, że długo walczyłem ze sobą, aż wreszcie podjąłem tę najważniejszą decyzję w życiu – że zawalczę o Sandrę, nawet jeśli skończy się to fiaskiem. Chciałem spróbować i zaryzykować. Bałem się też rozbijać rodzinę – kiedyś myślałem, że robią tak tylko „ci źli”, bad boye, którzy szukają dziewczyn na jedną noc. Ja szukałem na całe życie – i głęboko wierzę, że tak będzie. Nie wiem, co bym robił dzisiaj bez Sandry i bez całej tej cudownej rzeczywistości, dzięki której wiem, że żyję. Nie wiem co by ze mną było, ale jestem szczęśliwy, że mogłem napisać wam o tym wszystkim. Mam nadzieję, że moja historia pozwoli wam na nowo uwierzyć w marzenia – i w to, że wszystko się da.

Zaczęło się od wyjazdu

Być może zastanawiacie się, co u Szymona. Szymek został w Hillegom z Emmą, nadal pracuje w piekarni. Jego relacje z Majstrem, mimo moich i Sandry zawirowań, nie pogorszyły się. Nadal trzyma się tej pięknej brunetki, a gdy rozmawiamy przez telefon zapewnia, że jest zakochany. Chociaż od zaręczyn minęło już trochę czasu – jeszcze nie chce się żenić. Śmieje się, że „zaklepał” sobie tę właściwą kobietę, ale na gotowość do przysięgi musi jeszcze poczekać. Ja nie chciałem czekać, gdy tylko Sandra dostała rozwód – musiałem to zrobić. Ślubowałem kobiecie swojego życia, mając świadomość, że wielu ludzi nigdy nie dozna tego uczucia. Niestety, w moim otoczeniu bardzo często występowały związki małżeńskie, które zostały wcześniej zmotywowane oczekiwaniem dziecka czy chęcią wzięcia kredytu na dom. Ja nie miałem żadnej z tych motywacji – po prostu chciałem Sandrę.

Czasem spotykaliśmy się z komentarzami, że poleciałem na jej pieniądze, albo że ona ma tu jakiś interes – że udajemy, że to tylko na chwilę, że zaraz się rozstaniemy, albo że ona zostawi mnie dla innego, tak jak zostawiła męża. Słyszeliśmy to bardzo często. Podobno najmocniej oberwało się jej rodzicom, którzy zostali na miejscu – ludzie szybko zorientowali się, co się dzieje… no i zaczęli gadać. Wiedzieliśmy jednak, że wszyscy musimy to przetrwać. I przetrwaliśmy. Dziś nasze życie jest wspaniałe, a ja chcę się nim podzielić z każdym z was. A wszystko zaczęło się od wyjazdu do Holandii…

Do zobaczenia w Polsce!

Przed wyjazdem do Holandii, nastawiałem się na to, że ten kraj – bardzo ładny zresztą – będzie kojarzył mi się właśnie z pracą. Gdy zobaczyłem piekarnię, gdy poznałem Hillegom, gdy zacząłem czuć się niemalże jak u siebie w domu… wiedziałem, że przywiozę z sobą świetne wspomnienia. Nigdy nie przypuszczałbym jednak, że jednym z nim, tym najlepszym, najbardziej przeze mnie docenionym będzie Sandra. Śmiało mogę napisać, że Sandi, Olivię i Sarę zawdzięczam… Holandii. Gdyby nie wyjazd pewnie nadal siedziałbym na Podlasiu – i pewnie wciąż zastanawiałbym się, czy mi starczy do pierwszego. A gdyby wtedy, w lesie, przy szampanie, wypadła reszka? Czy w Niemczech poznałbym dziewczynę?

Nie wykluczyłem tego. Być może znalazłbym partnerkę na noc, dwa tygodnie, miesiąc, a może rok. Wiedziałem jednak, że nie na całe życie. Im dłużej o tym myślę, tym mocniej dociera do mnie pojęcie przeznaczenie. Jestem facetem i nie powinienem bawić się w takie rzeczy, ale naprawdę wierzę w przeznaczenie. Jeśli masz się gdzieś znaleźć – znajdziesz się tam.

Spójrzcie… Mogłem być w Hillegom, mogłem być nawet w piekarni, ale gdyby nie zaproszenie na urodzinowy obiad do Majstra to nic by z tego nie było. Co prawda, mógłbym spotkać Sandi w innym czasie i w innych okolicznościach, a jednak coś sprawiło, że to było wtedy – na obiedzie, gdy zobaczyłem jej postać, idącą w moim kierunku z deserem. Uwielbiam wracać do tych wspomnień, bo tylko one pokazują mi to, jak długą i pełną przeszkód drogę przeszedłem. Paru moich znajomych z Podlasia pytało, czy nie żałuję wyjazdu – bo przegapiłem chorobę mamy, bo tyle się tutaj działo. Ja zawsze odpowiadam im z najszczerszym uśmiechem na twarzy, że z całego serca polecam. A potem wskazuję na dom, Sandrę, dziewczynki, które wygłupiają się na łąkach. Jestem spokojny, bo wiem, że dam moim kobietom wszystko, czego tylko będą potrzebować. Że nie zawiodę. I wiecie co?

Mógłbym oddać całą tę kasę, cały dorobek, byleby przywieźć tu Sandrę i małe. Byleby tylko móc żyć z nimi, widzieć jak się cieszą z drobnych rzeczy, jak zachwyca je każdy wschód czy zachód słońca… Wiem, że moja historia jest dość długa, ale jeśli dotrwaliście do końca – to bardzo się cieszę. Być może coś wam uświadomiłem, być może udało mi komuś wskazać, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze. Rodacy w Holandii – trzymajcie się tam! I, kto wie, do zobaczenia w Polsce!

Idź do części piętnastej (ostatniej)

zwrot podatku Holandia

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię