zwrot podatku Holandia

Dzisiaj przedstawiamy trzynastą część opowiadania pt. “Córka szefa”. Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części dwunastej

Odcinek XIII: Lepiej być nie może

Za szybko

Po rozmowie, oczywiście, kochaliśmy się. Robiliśmy to już chyba w każdych możliwych emocjach – w złości, smutku, stresie, w gorsze i lepsze dni, kiedy przepełniała nas euforia, radość, niczym nienaruszone szczęście. Jak to ja, obawiałem się rozmowy Sandry z Majstrem. Obawiałem się też mnóstwa innych rzeczy – jak zareaguje mama na wieść o moim powrocie, sprowadzeniu się? Miałem być tu rok, dwa, trzy… a teraz? Teraz po kilku miesiącach planowałem wrócić – wywalono mnie z pracy, która dawała mi frajdę i ciekawą kasę, w dodatku zamierzam przywieźć z sobą dziewczynę, która jest mężatką, wraz z jej dwiema córkami… To wszystko działo się tak szybko. Otuchy dodawała mi myśl, że Sandra autentycznie stoi za mną murem – była nieugięta. Wierzyłem, że jest w stanie spakować dzieci, najpotrzebniejsze rzeczy i po prostu ze mną uciec. Długo rozmawiałem na ten temat z Szymonem, kiedy wrócił z pracy. Chyba nie do końca wiedział, co ma mi powiedzieć.

  • Wiesz… – jęknął wreszcie – Jesteś wariatem, Marcin. Jesteś największym wariatem, jakiego kiedykolwiek poznałem.

Uścisnęliśmy się, trochę dla wsparcia, a trochę na pożegnanie. Nie musiałem nic mówić, on doskonale wiedział, że w środku trzęsę się ze strachu. Wiedział też, że całym sobą, mimo tysiąca obaw, nie mogę się doczekać zamieszkania z mamą, Sandrą, Olivią i Sarą. Byłem w szoku, że wyjeżdżałem z Podlasia jako singiel, kawaler, facet bez zobowiązań – a wracam z kompletną rodziną. Swoją rodziną.

  • Majster cię znienawidzi – wyszeptał, jakby zmartwiony, że ktokolwiek może nas usłyszeć 
  • – Najpierw mnie znienawidzi, a potem podziękuje, że uszczęśliwiłem mu córkę.
  • I jeszcze na Podlasie, na grilla, przyjedzie.

Zaczęliśmy się śmiać. Byłem spakowany, zadowolony i gotowy do rozpoczęcia nowego etapu.

Tylko i aż

Tak jak myślałem, Sandra przyszła do mnie kompletnie zapłakana. Bez słowa wytarłem jej łzy i ruszyłem do Majstra. Nie, nie chciałem się kłócić. Chciałem poinformować go, że zabieram Sandi ze sobą, i że o nic nie musi się martwić. Nie miałem pojęcia co jej nagadał, wiedziałem jednak, że nie było to nic miłego.

  • Dzień dobry – powiedziałem stanowczym tonem. Stał przy recepcji hotelu i rozmawiał z Aaltje.
  • Dla kogo dobry, dla tego dobry – warknął – Nie pracujesz już u mnie, co tu jeszcze robisz?
  • Chcę tylko… – poczułem, jak łamie mi się głos. Nie tak wyobrażałem sobie pożegnanie – Chcę tylko, byście wiedzieli, że Sandra będzie w dobrych rękach. To nie widzimisię ani chwilowy romans. Naprawdę.
  • Nie wiem co mam ci powiedzieć Marcin – Aaljte była bardzo, ale to bardzo smutna. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie – Znacie się tak krótko, Sandra ma męża… Widziałam, że kwitnie, i podejrzewałam, że coś jest na rzeczy… Ale z Tobą?

Poczułem się jak śmieć. Tak ze mną. Z prostym chłopakiem z Podlasia, który w krótkim czasie dał jej więcej niż bogacz z Hillegom.

    • Do widzenia. Dziewczynki będą w dobryc rękach.
    • Nie rozpędzaj się tak – Majster spojrzał na mnie surowym wzrokiem. Trudno było mi uwierzyć, że jeszcze parę dni temu żyliśmy w przyzwoitych relacjach. – Olivia i Sara to córki Thijsa, nie twoje. To on zdecyduje, czy jadą z Sandrą, czy zostają z dziadkami.
    • Słucham? – niespodziewanie do rozmowy włączyła się Sandra. Jej oczy wyglądały na zmęczone. Przez ramię przerzuciła sporych rozmiarów torbę, do której spakowała pewnie podstawowe rzeczy.
    • To, co słyszysz, Sandra. Nie masz pojęcia jak bardzo mnie zawiodłaś.
    • Hamuj się… – upomniała go Aaltje. Chciała być troskliwą matką, ale pretensje szybko wyszły na wierzch – Po prostu… nie rozumiem cię. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem. Jeśli wyjedziesz z tym… z tym… Marcin, wybacz, lubię cię, ale co ty zapewnisz mojej córce?
    • Miłość – spojrzałem jej prosto w oczy – Tylko i aż miłość.

Nie przeszkadza mi Polak

Kolejne godziny były przesiąknięte krzykiem, bólem i łzami. Co gorsza, wszystko rozgrywało się przy hotelowym lobby, przez co całej tej scence przysłuchiwali się goście. Sandra mówiła po holendersku, przez co czułem się niezręcznie. Nie znałem języka, a ona zapewne wykorzystywała ten fakt – bym po prostu nie rozumiał tego, co mówi. Majster wykrzykiwał w jej stronę również niezrozumiałe dla mnie rzeczy, czemu przyglądała się zaniepokojona Aaltje. Wreszcie sięgnął po telefon, domyśliłem się, że dzwoni do zięcia. Sandi wpadła w panikę, postanowiła wytrącić mu telefon. Słyszałem, jak ktoś odbiera połączenie, a Majster wypowiada krótkie, konkretne zdania. Na końcu padło pytanie – byłem pewien, że o córki. Głos w telefonie przez chwilę milczał, po czym dramatycznie wykrzyczał jakieś wyrazy. Sandra ukryła twarz w dłoniach, płakała jak bóbr. 

  • To właśnie konsekwencje, które musimy ponieść – wyszeptałem, przytulając ją. 
  • Po chwili Majster poprosił do telefonu Sandrę.
  • To wszystko prawda – powiedziała, tym razem po angielsku, nie czekając nawet na pytania – Poznałam faceta, zakochałam się, wyjeżdżam z nim i dziewczynkami do Polski, prześlę ci papiery rozwodowe. Przepraszam.
  • Nie chcę się z Tobą rozwodzić… – jęknął – Sandra, jesteśmy szczęśliwszym małżeństwem, przeżywamy kryzys i tyle. Co ty wyprawiasz?
  • Nic… Po prostu, poczułam to. Nie mogę być z tobą wyłącznie dla dobra dziewczynek.
  • Ja też tu mam przyjaciółkę, nie przeszkadza mi jakiś Polak. Uspokój się, zostań w domu…
  • Nie rozumiesz – znów zaczęła płakać – To nie przelotny romans. To nie chwilowy lek na tęsknotę za tobą… Pokochałam, Thijs, naprawdę pokochałam. Nie pieniądze, nie pozycję, nie auto prosto z salonu. Pokochałam człowieka.
  • Porozmawiamy, gdy ochłoniesz – zdecydował – Muszę kończyć. Jeśli bardzo chcesz, to jedź do Polski, może dobrze ci to zrobi. Ale dziewczynki zostaw z nianią i rodzicami.

Oddała telefon ojcu. Zanosiła się płaczem.

  • Pojedziesz z nim…? – spytała Aaltje. Widziałem, że chce przytulić córkę, ale nie dopuściłem jej do niej.
  • Pojadę. Olivia i Sara zostaną na razie z wami.
  • Dobrze – Majster zaczął się uspokajać – Stracimy córkę, ale nie stracimy wnuczek.

Ja też mam plan

Wróciliśmy do domu, by Sandra pożegnała się z córkami. Porozmawiała jeszcze z nianią, usiadły przy herbacie, dopięły wszystko na ostatni guzik. Musiała ufać tej dziewczynie, podobno pracowała u nich odkąd małe przyszły na świat. Dziewczynki zresztą bardzo ją lubiły. Zdziwiło mnie to, że mimo wszystko, zostawia je same. Targały mną mieszane uczucia. Niby rodzice, niby zapewniona opieka… Ale czy aby na pewno postępuje właściwie? 

  • Ściągnę córki jak tylko będzie to możliwe – powiedziała, wsiadając do auta. Chyba wyczytała wszystko z mojego wyrazu twarzy. – Rozwodem zajmie się mój prawnik, wszystko pójdzie sprawnie. Podzielimy się opieką…
  • A co, jeśli to on zażąda opieki? Ma do tego prawo…
  • Przyznał, że ma tam przyjaciółkę. Jesteśmy kwita.

Ruszyliśmy. Przed nami godziny drogi… Dopiero jechaliśmy do Polski, dopiero z niej wracaliśmy, a teraz… znów jedziemy. Tym razem we dwójkę. Na zawsze.

  • Wyremontujemy piętro, na nowo urządzimy ogródek i ganek – zacząłem wyliczać – Pokażę ci całe Podlasie, co tylko będziesz chciała.
  • Ja też mam plan – uśmiechnęła się – Kupimy konie i zrobimy sobie stadninę. Zawsze marzyłam o tym, by dziewczynki od najmłodszych lat, jeździły konno. Proponuję wyremontować cały dom dla twojej mamy, a my możemy wybudować się niedaleko. Co ty na to?

Zaniemówiłem. Sandra naprawdę mocno mnie zaskoczyła.

  • Nie chcę… Nie musisz…
  • Daj spokój – pocałowała mnie w policzek – Jesteś całym moim życiem. W kogo mam inwestować, jak nie w nas?
  • A co jeśli ojciec odetnie ci kasę?
  • Nie odetnie. Znam go aż za dobrze.

Posłaliśmy sobie serdeczne spojrzenia. Jeszcze nie dowierzaliśmy, że to się dzieje naprawdę. Wiele słyszałem o prawdziwej miłości, i o tym, że takie uczucie zdarza się raz w życiu. Naoglądałem się trochę romansów, gdy mama wieczorami odpalała telewizor. W życiu bym jednak nie pomyślał, że to ja będę bohaterem jednego z nich. Z najpiękniejszą partnerką u boku.

Misja: ciąża

Jakoś w połowie drogi, zadzwoniłem do mamy. Chciałem wytrzymać do końca i zrobić jej niespodziankę życia, ale nie wytrzymałem. Odebrała opiekunka, powiedziała, że mama zasnęła, ale jeśli to coś pilnego – może ją obudzić.

  • Nie, nie, nie trzeba – uśmiechnąłem się do Sandry – Może to i lepiej, że rozmawiam z panią. Wracam do Polski na stałe, tylko to chciałem powiedzieć.
  • Czyli… czyli kończymy współpracę?
  • Absolutnie nie – odpowiedziałem pospiesznie – Będziemy pani potrzebować. Mama dobrze się przy pani czuje, jest zadowolona. Proszę przychodzić codziennie na osiem godzin, myślę, że to wystarczy. Kasa pozostaje bez zmian.
    • Ojej… – ucieszyła się – Bardzo panu dziękuję.
    • Nie ma sprawy – rzuciłem na pożegnanie. Sandra też się uśmiechała, chyba czuła ulgę, że nie będę poświęcał mamie całego naszego czasu. Nie miałem jej tego za złe, wiedziałem, że potrzebuje dużo uwagi, i że chce, aby mama była w jak najlepszych rękach. Nie mogliśmy zrobić inaczej.
    • A wiesz, że ja nadal w to nie wierzę? – patrzyła na uciekającą za oknem rzeczywistość – Nie sądziłam, że kiedyś w ogóle się zakocham.
    • Chcesz mi powiedzieć, że wzięłaś ślub z człowiekiem, którego nie kochasz?
    • Nie wiem czym się wtedy kierowałam… Rodzice go lubili, wydawał się być w porządku. Takie tam.
    • Powiedz – czułem, że coś przede mną ukrywa – Nie daj się prosić.
    • Tak naprawdę… – zawahała się – Zawsze chciałam być mamą. To skomplikowane, ale stosunkowo wcześnie dowiedziałam się, że mogę mieć problemy z zajściem w ciążę. Lekarz powiedział, że kilka lat i koniec. Gdy to usłyszałam… wiesz… chciałam od razu próbować. Thijs był obok, więc… dlaczego nie?
    • Rozumiem – odparłem, choć nie do końca rozumiałem. Nigdy nie zdecydowałbym się na ślub z kimś, do kogo niewiele czuję.
    • On też chciał mieć rodzinę, dopasowaliśmy się pod tym kątem. No i zaczęliśmy starania. Nie uwierzysz, ale pierwsze in vitro się przyjęło. Pewnie nie masz pojęcia, ale to się zdarza naprawdę rzadko. A nam się udało.
    • Sara i Olivia są idealne – spojrzałem w jej brązowe oczy. Uwielbiałem ten dziki, czekoladowy odcień. – Ale brakuje im brata.

Zarumieniła się. Przez chwilę była mocno zakłopotana.

    • Nie sądzę, by brat kiedykolwiek się pojawił.

Zatrzymałem auto na parkingu, delikatnie uniosłem jej podbródek.

    • A sądziłaś, że się zakochasz?

Długo i szczęśliwie

Mama rozpłakała się z radości, gdy powiedzieliśmy jej o wszystkim. Nie wierzyła.

  • Podjęliśmy tę decyzję spontanicznie. Chcę być tu, z Tobą. Z Tobą i Sandrą.
  • Brakowało mi ciebie – zupełnie się rozkleiła. Teraz płakaliśmy już we trójkę – Tak bardzo się cieszę, dzieci… Naprawdę…

Zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać. Podlasie czarowało mnie piękną pogodą.

  • To kiedy zaczynamy remont? – pocałowałem ją w policzek – Kiedy kupujemy konie? Już widzę jak dziewczynki zachwycają się ich grzywami… Kochają Little Pony, prawda?
  • Uwielbiają je. Wiesz… czuję, że przed nami piękne życie. A nigdy nie wierzyłam w „i żyli długo i szczęśliwie”…

Idź do części czternastej

zwrot podatku Holandia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię