zwrot podatku Holandia

Dzisiaj przedstawiamy dwunastą część opowiadania pt. “Córka szefa”. Opowiadanie powstało na kanwie prawdziwych wydarzeń. Miejsca i dane osób na ich prośbę zostały zmienione.

Wróć do części jedenastej

Odcinek XII: Pożegnanie z piekarnią

Na sześć

Największym plusem wyjazdu do Polski, pomijając oczywisty – spotkanie z mamą, był ten, że uświadomiłem sobie, jak bardzo kocham Sandi. Ta dziewczyna – mimo życia w luksusie odkąd przyszła na świat – nie bała się niczego. Nie przerażała ją choroba, bezwładność mamy, smętny widok zaniedbanego ogrodu czy domu, który naprawdę wymagał remontu. Była dzielna i silna – gdy trzeba było, robiła mamie herbatę czy obiad, czesała ją, rozwiązywała krzyżówki. Nie spodziewałem się tego po Sandrze, choć wiedziałem, że jest wyjątkowa – tym jednak mocno mnie zaskoczyła. Była jak kameleon, idealnie umiała dopasować się i wczuć w sytuację. W głębi duszy dziękowałem Bogu za jej dobre, otwarte na drugiego człowieka serce. Cieszyłem się, że mamie nie przeszkadza wiek Sandry, ani fakt, że ma dzieci.

Na wyjazd zdjęła obrączkę, wolałem nie poruszać tematu męża. Mama była bardzo religijna, razem z ojcem wychowali mnie w wierze katolickiej, gdzie rozwój oznacza koniec i porażkę. Nie chciałem wkładać Sandry, tak dobrodusznej, ciepłej i empatycznej osoby, do tej szuflady. Wiedziałem, że po prostu źle trafiła, odkochała się, zrobiła coś bez zastanowienia – tłumaczyłem to na wszelkie sposoby. Najważniejsze jednak było to, co do mnie czuła. Nie istniała przeszłość – istniała przyszłość. To właśnie nią żyłem. Czas w Polsce jeszcze mocniej nas umacniał, jeszcze bardziej sprawiał, że czuliśmy się ze sobą zżyci. Z całą pewnością byliśmy swoimi bratnimi duszami. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby mama nie zaakceptowała Sandry. Co prawda, nie powiedziałem jej wszystkiego, ale czułem, że dostrzega w tej słodkiej dziewczynie coś więcej niż tylko miłe dla oka opakowanie. Bardzo to doceniałem.

Kiedy nastał czas wyjazdu, nie mogłem się nie wzruszyć. Sandra podziękowała za gościnę, choć tak naprawdę niewiele skorzystała na wyjeździe. Wiedziała od samego początku, że to nie spa, restauracja czy nocny klub, ale skromny domek na Podlasiu. Wyjeżdżając z Radziwiłłóki, spojrzała na mnie oczami, w których zebrała się odrobina łez.

  • Ty też? – zażartowałem. Wtuliła się we mnie ufnie.
  • Dziękuję, że mnie tu zabrałeś. Zdałam egzamin?
  • To nie był egzamin – uśmiechnąłem się.
  • Wiesz o co pytam.
  • Zdałaś celująco – odpaliłem samochód, machając na pożegnanie mamie i opiekunce – Jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało.

Jak zasłużysz

Tym razem, większość trasy prowadziła Sandra. Podobało mi się jak prowadzi – odbiegała od stereotypu kobiety za kółkiem. Była spokojna, zrównoważona, jakby sunęła po szosie. Na twarzy miała wypisane skupienie.

    • Co teraz? – spytała, wybudzając mnie z drzemki – Jak to widzisz?
    • Nadal chcę, byś wróciła ze mną do Polski.
    • I co będziemy tu robić?
    • Co będziemy robić…? – rozmarzyłem się – Najpierw wyremontujemy piętro. Zrobimy tak, jak będziesz chciała. Lubisz biel i przestrzeń, prawda?
    • Lubię – posłała mi ciepłe spojrzenie.
    • Patrz na drogę.
    • Ładnie wyglądasz, kiedy snujesz plany.

Zatrzymaliśmy się w maleńkiej knajpce. Sandra miała ochotę na tradycyjną kuchnię polską. Jedząc, zachwalała każdy element obiadu. Miałem nadzieję, że naprawdę ciągnie ją do Polski.

  • Nie robisz tego ze względu na mnie? – upewniłem się.
  • Czego? Po prostu mi smakuje.

Ja nie byłem głodny. Piłem drugą kawę, nie mogąc oderwać wzroku od cieszącej się jedzeniem Sandry.

    • Wiesz co w tobie lubię najbardziej?
    • Co takiego? – zaciekawiła się.
    • Jesteś taka… prawdziwa. Taka… autentyczna. Nie udajesz.
    • Przy tobie mogę być sobą – skwitowała, wkładając widelec do ust – Może to głupie, ale nigdy wcześniej nie czułam się tak przy nikim.
    • Fajnie, że to mówisz. Będziesz mi gotować w Polsce takie rzeczy?

Uśmiechnęła się. Odkąd była moją kobietą, uśmiechała się naprawdę często.

    • Jak zasłużysz, to ugotuję. Pij i ruszamy dalej.

Dotrzymać tajemnicy

  • Więc tak – jechaliśmy autostradą w środku nocy – Byłam w Amsterdamie i chciałam doglądnąć pewnej lokalizacji. Rozglądam się za dużym oszklonym budynkiem w samym centrum, bo chcę otworzyć butik, inspirowany modą francuską. Brzmi dobrze?
  • Powiedz, że przy okazji odwiedziłaś koleżankę i świetnie się bawiłaś – doradziłem – Masz na twarzy wymalowanego banana.

Chyba oboje obawialiśmy się powrotu. Prawie codziennie widywałem Majstra, codziennie Aaltje. Byli mi bardzo bliscy, jednak obawiałem się, że pewnych rzeczy mogą nie zrozumieć. W tym momencie nie wyobrażałem sobie rozmowy z nimi – co właściwie miałbym im powiedzieć? Że zakochałem się w Sandi? Że po prostu, zmieniła mnie, moje życie, że dzięki niej mogę być szczęśliwy? Że zrobię wszystko, by i ona była szczęśliwa? Dokładnie znałem prawidłową kolejność – najpierw ona musi porozmawiać z mężem i poprosić o rozwój. Później należy poczekać na jego spojrzenie na całą sprawę.

Przed ślubem podpisali intercyzę, więc jeden problem znikał. Podobnie jak rozmowa z córkami, które – miałem nadzieję – będą miały super kontakt z biologicznym ojcem, ale jednak to mnie będą uznawać za swojego najlepszego przyjaciela, który nauczy ich jazdy na rowerze, pływania i czego tam jeszcze zechcą. Dopiero na końcu – rozmowa z rodzicami. Oficjalna wersja – rok na kontrakcie to za długo, nie udało się, podjęliśmy taką decyzję. Od dawna się nie układało. I dopiero na samym końcu, po odpowiednim czasie – ja. To była jedyna droga do tego, aby w ogóle udało im się to przetrawić.

  • A ty co powiesz?
  • Powiem, że mama czuje się lepiej, i że jestem zadowolony, że mogłem odwiedzić dom. Taka jest zresztą prawda.
  • Wspomnisz coś o uroczej autostopowiczce?

Zaśmiałem się pod nosem.

    • Kiedyś na pewno. Teraz milczymy.

Przyłożyła palca do ust, tak jak by chciała poprosić o ciszę. Mieliśmy małą tajemnicę i zamierzaliśmy jej dotrzymać.

Wszystko, co mam

Gdy wróciliśmy, musiałem odespać trasę. Szymon zaczął wypytywać dosłownie o wszystko, ale ja nie miałem siły. Obiecałem, że opowiem mu, gdy się obudzę. Umówiliśmy się z Sandrą na następny dzień – wieczorem miałem iść na nockę. Póki co jednak zapragnąłem zasnąć.

  • Aż tak cię wymęczyła? – Szymon był w cudownym humorze – Prawdziwe gołąbeczki.
  • To był wyjazd mojego życia, niech to ci wystarczy. Jeszcze mocniej zbliżyliśmy się do siebie.
  • A co na to twoja mama?
  • Na to? To znaczy na co? – dałem się wciągnąć w rozmowę – Na jej sytuację?

Skinął głową, tak jak by obawiał się słów „mąż”, „dzieci”, „obrączka”. Przytuliłem twarz do kołdry.

    • Wie o córeczkach. Spodobały jej się imiona… Wie też, że Sandra ma za sobą jakąś przeszłość, na co wskazują dzieci. I tyle.
    • Nie powiedziałeś jej? – naprawdę się zdziwił – Stary, to twoja matka.
    • Nie chciałem jej martwić… Wiesz, że by przeżywała.

Zamknąłem oczy. Nie chciałem teraz myśleć o problemach. Wszystko nam sprzyjało, świat był taki dobry, taki łaskawy. Kochałem i byłem kochany. Nie chciałem rozmieniać się na drobne, szukać dziury w całym.

    • Ona mnie kocha, rozumiesz? Czy liczy się coś innego?
    • Nie wiem… chyba nie. Czasami miłość nie wystarcza.
    • Ale teraz wystarczy – tego byłem pewien – To wszystko, co mam.

Tatuś nie upilnuje

Gdy się obudziłem, poczułem się lepiej. Wziąłem zimny prysznic, zjadłem szybki obiad, poszedłem do pracy. W międzyczasie wymieniliśmy z Sandrą kilka wiadomości – wysłałem jej zdjęcia z Podlasia i jedną z najszczerszych wiadomości. Podziękowałem jej za to, że ze mną była, że opiekowała się mamą… Pisałem, że to wiele dla mnie znaczy. Odpowiedziała symbolem całusa, a ja uśmiechnąłem się do ekranu komórki. Do pracy poszedłem w naprawdę dobrym nastroju.

Jakie było moje zaskoczenie, gdy na miejscu czekał na mnie Majster. Zwykle nie pojawiał się przed nocką, przychodził z samego rana, gdy kończyliśmy – on się zbierał w trasę, wymieniał z nami kilka zdań i jechał. Zdziwił mnie jego widok, od razu wiedziałem o co chodzi. Poczułem jak serce bije mi mocniej.

    • Dobry wieczór – próbowałem zataić skrępowanie – Jeszcze raz dziękuję za urlop.
    • Dobrze się bawiłeś?
    • Słucham?

Jednym ruchem dłoni przywołał mnie do swojego gabinetu. Miał taki pokój pod piekarnią, trochę nietypowy, bo w piwnicy. W ścianie było akwarium, a na półkach alkohole. Wyglądało to jak pokój relaksu czy bawialnia, a nie miejsce, w którym odbywa się rozmowy, związane z pracą. Nalał mi whisky z colą.

    • Zaraz zaczynam, chcę być trzeźwy.
    • Nic nie zaczynasz – jego mina zdradzała gniew – Zaufałem ci, Marcin, a ty zrobiłeś coś takiego. 
    • Co zrobiłem? – chciałem, by to powiedział. Czy wyjazd do Polski z Sandrą był czymś złym?

Popatrzył na mnie spojrzeniem zdenerwowanego ojca. Nie miałem go od kilku lat, a jednak dobrze pamiętałem ten wyraz twarzy, tą surowość w oczach. 

    • Może Ty mi powiesz?
    • Chodzi o bułki z siedemnastego? – brnąłem w zaparte – Tej nocy miałem delikatne spięcie z kolegami, nie byłem w formie. Coś mogło pójść nie tak.
    • Myśl dalej – zaczął nalewać również sobie  – Może coś wymyślisz.

Atmosfera w gabinecie stawała się coraz bardziej gęsta. Po dłuższej chwili milczenia, zniecierpliwił się.

    • Gdzie była Sandra w ciągu trzech ostatnich dni? – spytał wreszcie. Spuściłem wzrok, czułem się fatalnie. Nie tak wyobrażałem sobie moment powiedzenia o wszystkim ojcu Sandi.
    • Była ze mną – odważyłem się spojrzeć mu w oczy – U mojej mamy.
    • Dlaczego? – spytał spokojnym tonem. Nie był już tak rozgniewany, ucieszyłem się, że docenił moją szczerość – Dlaczego musisz niszczyć jej życie?
    • Jesteśmy przyjaciółmi. Spotkaliśmy się w urodziny, spotykamy się w ciągu dnia. Bardzo chciała zobaczyć Polskę.

Wstał, przechylając whisky. Obawiałem się każdego jego słowa.

    • Ciesz się, że jesteś dobrym… jak twierdzisz, przyjacielem. Ciesz się, że dbasz o potrzeby mojej córki, i spełniasz jej marzenia. Naprawdę się, Marcin, cieszę. Wyobraź sobie jednak, że Sandra wychowuje, w tej chwili samotnie, dwie córeczki i przez te pieprzone trzy dni powinna przy nich być. A gdzie ona jest? Zabawia się w Polsce.
    • Coś jej się należy od życia… – jęknąłem.
    • Coś jej się należy od życia? – powtórzył, uniesionym tonem – Ta dziewczyna ma wszystko. Wszystko. Wyobraź sobie co tylko chciałbyś mieć. Najnowsza torebka Prady? Proszę. Perfumy, które kosztują więcej niż przeciętne mieszkanie? Nie ma problemu. Przyjęcie weselne wyprawione tak, jak inni mogą tylko pomarzyć? Czemu nie, tatuś zapłaci. Tatuś wszystko da, wszystko kupi, tatuś chce, żebyś była szczęśliwa. Jest tylko jedna rzecz, której tatuś nie zrobi. Wiesz jaka?

Pokręciłem głową. Nie miałem ochoty na głupie zgadywanki.

    • Tatuś nie upilnuje – powiedział chłodnym tonem – Dziękuję za współpracę, możesz jechać do Polski. Tym razem na dłużej niż te trzy dni.

Koniec przygody?

Wróciłem do pokoju i zacząłem się pakować. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy, musiałem wziąć to na klatę. Wywalając z szafy koszulki i dresy, odpisywałem na wiadomości zmartwionego Szymona. Najpierw pisał, czemu nie ma mnie na zmianie, a potem – gdy dowiedział się o rozmowie z Majstrem – że mam zostać i jutro z nim pogadać. Nie chciałem.

  • Zawieziesz mnie do Polski? – niewiele myśląc, napisałem wiadomość do Sandry. Była druga w nocy, dopiero teraz byłem w stanie, by o czymkolwiek ją poinformować.
  • O co chodzi? – odpisała w okamgnieniu – Coś z twoją mamą?
  • Właśnie zostałem zwolniony. Pomożesz mi się spakować?

Nie minęło pięć minut, a ona stała w drzwiach mojego pokoju. Miała na sobie satynowy, sięgający do kostek szlafrok i puchate kapcie.

    • Pomogę. – uśmiechnęła się – Daleko nie mam. Pod warunkiem, że… pojadę z Tobą. Ale najpierw porozmawiam o nas z tatą.

Idź do części trzynastej

zwrot podatku Holandia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Zostaw komentarz
Wpisz tu swoje imię